niedziela, 19 sierpnia 2018

Wychodzenie ze strefy komfortu - dlaczego warto i jak zacząć?


Witajcie! Jak Wam póki co mija sierpień?:D Ja się staram nie załamywać, gdy widzę w prognozach pogody temperatury typu 28 czy 30 stopni, kiedyś w końcu musi się troszkę ochłodzić:D Dziś nie będzie kosmetycznie, a nieco bardziej...życiowo:) Mam jednak nadzieję, że post ten przypadnie wam do gustu:)

Określenie “comfort zone” od pewnego czasu jest dość mocno popularne, co niezmiernie mnie cieszy, bo jest to jeden z takich “problemów”, o którym niektórzy starają się nie mówić, jak gdyby go po prostu nie było. Zanim napotkałam w internecie coś takiego jak “strefa komfortu” uważałam, że po prostu tak musi być, niektórych rzeczy nie lubię robić, bo taka już jestem, więc po co to zmieniać. Najwidoczniej po prostu nie są dla mnie. W ten właśnie sposób zaczęłam ich unikać. Lista takich rzeczy robiła się coraz dłuższa, a mnie to nie przeszkadzało, bo przecież nie jestem taka jak inni, więc nie muszę ich robić. Ale wiecie co? Po pewnym dość długim czasie przestało mi to odpowiadać. Pojawiały się w mojej głowie pomysły, których nie mogłam zrealizować, bo po prostu się bałam, sytuacje, w których chciałam się zachować w pewien określony sposób, ale również powstrzymywał mnie brak odwagi. Zawsze więc odpuszczałam. I to był błąd.

Patrząc wstecz za każdym razem kiedy spróbowałam wyjść z mojej strefy komfortu, nie było ani jednej sytuacji, która zakończyłaby się swego rodzaju niepowodzeniem. ANI JEDNEJ. Zawsze towarzyszyły temu pozytywne skutki. Ale wiadomo, łatwo mówić...i to tak ogólnie. Dlatego podam Wam kilka przykładów, które przychodzą mi teraz do głowy.


Co nastąpiłoby, gdybym nie wyszła ze strefy komfortu? 

1. Początki na studiach byłyby koszmarem.
Nikogo tam nie znałam, ale rozwiązałam ten problem rozpoczynając rozmowę z moją późniejszą koleżanką. Nie było łatwo - należę do osób, którym trudno przychodzi nawiązywanie nowych znajomości, ale opłaciło się - od tamtej pory czy to na zajęciach, czy na przerwach - zawsze wiedziałam, że mogę liczyć na jej towarzystwo. Resztę naszej grupy również poznawałyśmy razem.
2. Nie poznałabym mojego przyjaciela.
Z jakiś rok zajęło mi pokonanie strachu związanego z rejestracją na pewnej stronie, która miała pomóc mi w doskonaleniu j.angielskiego. Na studiach poziom nie jest zbyt wysoki,zajęć jest mało, a że język ten bardzo lubię, postanowiłam na własną rękę coś z tym zrobić, by nie zapomnieć wszystkiego, czego zdążyłam się wcześniej nauczyć. Co prawda, skuteczność tej metody okazała się jednak marna, ale udało mi się poznać tam jedną osobę, z którą mam bardzo dobry kontakt i mega mnie to cieszy:) Było warto;)
3. Nie chodziłabym na siłownię. 
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ja się bałam tam pójść po raz pierwszy;D Myślałam, że wszyscy na mnie spojrzą i pomyślą “co ona tu w ogóle robi?” (szczególnie przed pójściem na zajęcia ze sztangami;D), że będą się śmiali z mojej techniki wykonywania ćwiczeń i że w ogóle zostanę tam publicznie ogłoszona najgorszą osobą ever, aż w końcu mnie stamtąd wyproszą;p Teraz jak to piszę, to śmieję się z samej siebie, że mogłam tak myśleć. W myśl zasady “w tym roku wychodzę z mojej strefy komfortu”, zgodziłam się, kiedy Tov zapytała czy nie chcę karnetu i była to jedna z lepszych decyzji, bo nie raz już trening pomógł mi uporać się ze złym nastrojem.
4. Nie czytalibyście tego wpisu. 
Jestem osobą ceniącą sobie prywatność, a aktywność w internecie starałam się zawsze ograniczać do minimum, zachowując dodatkowo jak największą anonimowość. Pisanie bloga nie wchodziło więc w grę. Komentowanie innych blogów czy nawet filmików na YouTube również i chociaż jeszcze się nie uporałam w 100% z tym problemem, efekty mojej walki widzicie będąc na tym blogu i czytając tego posta:) Wierzcie lub nie, ale o wiele łatwiej jest mi pisać o kosmetykach niż o takich życiowych sprawach:D Co prawda, nadal jestem na etapie braku odwagi odnośnie pozowania do zdjęć, żeby pokazać Wam jakiś ładny ciuch - tak jak to zrobiła ostatnio Tov (jeśli nie czytałyście poprzedniego wpisu, a lubicie cudne sukienki - czas nadrobić!), ale najprawdopodobniej i z tym zmierzę się kiedyś w przyszłości.

Dlaczego warto?

Bo zmieniacie coś w swoim życiu. Jeśli nie macie na nic ochoty, macie wrażenie, że wszystko jest bez sensu - to idealny moment, aby zrobić coś spoza Waszej strefy komfortu. Zapewnicie sobie nie tylko nowe doświadczenia, ale także wspaniałe wspomnienia, nawiążecie nowe znajomości, nie mówiąc już o tym, że może uda Wam się rozwinąć pewne umiejętności czy odkryć w sobie talent bądź jakieś nowe hobby. Nagrodą może być też kolejna, nienamacalna rzecz - SATYSFAKCJA. Szczerze mówiąc, nie wiem czy coś tak dobrze motywuje, jak to uczucie zadowolenia, gdy uda Wam się coś zrobić:D Ja jestem wtedy momentalnie bardzo szczęśliwa i aż mam ochotę się tym szczęściem dzielić z innymi. Jeśli więc dawno nie czułyście czegoś takiego - zróbcie dokładnie to, do czego wcześniej brakowało Wam odwagi;)

Kiedy nie wychodzić ze strefy komfortu? 

To może brzmieć dziwnie, ale osobiście zauważyłam takie dwa momenty, gdy nie ma sensu tego robić:

1. Kiedy macie naprawdę zły dzień. 
Psycholog ze mnie żaden, piszę to z własnego doświadczenia, ale... Możecie czasami mieć jeden z tych okropnych dni, które Tov i ja określamy mniej więcej jako “dni, gdy nie chcemy widzieć ludzi”. Czyli po prostu dni, gdy najchętniej zamknęłybyśmy się w domu, położyły do łóżka, ukryły przed całym światem i przestały na moment istnieć. To jest taki moment, kiedy zdecydowanie polecam pozostać w strefie komfortu. Wszystko co nawet delikatnie poza nią wychodzi proponuję odpuścić. Najważniejsze to doprowadzić się do porządku, zadbać o siebie i swoje samopoczucie.
2. Kiedy odczuwacie presję ze strony innych. 
Jeżeli to inni mówią Wam, że trzeba coś zrobić, trzeba się zmienić, odważyć, spróbować czegoś nowego, a tak naprawdę po przemyśleniu całej sprawy nie czujecie potrzeby żadnych zmian, tak ani odrobinkę, to nie ma sensu. Prawda jest taka, że człowiek potrafi się zmienić jedynie wtedy, jeśli sam w 100% tego chce. Jeśli jest to takie 50%, to będzie to mniej więcej przypominało treningi zakończone zjedzeniem pizzy - skuteczność raczej marna;) Jeżeli więc odpowiada Wam wasza strefa komfortu i nie jest maluteńką “bańką”, która ogranicza większość aspektów waszego życia - może to nie jest jeszcze ten moment:)

Zatem kiedy spróbować?

Moja rada, żeby zacząć? Kiedy życie rzuca Wam okazję, którą macie ochotę odrzucić, bo nie należy do Waszej strefy komfortu - zastanówcie się czy naprawdę nie dacie rady się zmusić:) Jeżeli totalnie czujecie, że nie ma żadnych szans, macie wrażenie, że prędzej zejdziecie na zawał niż Wam się uda to zrobić - może to być zbyt wysoki "level" dla was. Spróbujcie więc od czegoś łatwiejszego. Jeśli jednak wiecie, że nie umrzecie od tego - śmiało zaryzykujcie:) Najważniejsze żeby zacząć. Potem już idzie z górki;) Pamiętajcie, że życie mamy jedno i mija w zaskakująco szybkim tempie, więc fajnie byłoby mieć co wspominać w późniejszych latach. W końcu lepiej coś zrobić i żałować, że się to zrobiło, niż żałować, że nie miało się odwagi:)

Sama będę teraz pracować głównie nad tym, aby jak najbardziej komfortowo czuć się z aktywnością online. Moim celem w nieco dalszej przyszłości będzie też najprawdopodobniej pokonanie strachu związanego z czymś tak zwyczajnym jak dzwonienie do innych - ciekawi mnie, czy są wśród Was osoby, które również nienawidzą rozmawiać przez telefon?:D

Koniecznie napiszcie, czy staracie się wychodzić z własnej strefy komfortu czy to jeszcze nie Wasz moment;) Może macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na nieco odwagi do działania? A może Wasza strefa komfortu jest na tyle szeroka, że nawet jej nie zauważacie w codziennym życiu, bo zwykle Was po prostu nie ogranicza? Dajcie znać, jak to u Was wygląda:)

Indium

55 komentarzy

  1. Pięknie napisane. Strefy komfortu wyznaczamy sobie sami, ale nie zawsze jest to kwestia bezpieczeństwa, a strachu. Sama wielu rzeczy unikam, bo boję się komentarzy i dziwnych spojrzeń. Tak też było z blogowaniem, bo choć od zawsze uwielbiałam pisać to długo się tego wstydziłam. Pisałam pod pseudonimem, ukryta w odmętach internetu, by nikt nie wiedziałam, że to ja. W końcu chyba dorosłam i przestałam unikać tematu i chować się ze strachu. Założyłam bloga, który nigdy nie będzie idealny, a jego główną cechą będzie chaos, ale zaakceptowałam to. Piszę i czuje się dobrze z tym, że ludzie obok pseudonimu widzą moje imię, nazwisko, a nawet zdjęcie. Jestem dumna z tego, gdzie jestem, a to chyba najważniejsze :)
    Myślę, że zostanę tutaj z wami na dłużej,
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem po przeczytaniu wpisu na Twoim blogu i skoro mówisz, że pięknie napisane, szczególnie wiedząc o tym, co studiujesz, to lepszego komplementu nie mogłam sobie wymarzyć:) Bardzo się cieszę, że wpis Ci się spodobał! Masz rację, strach odgrywa tutaj często główną rolę - sama również odczuwam obawy w stylu "co pomyślą/powiedzą inni". Czasami na tyle, iż chociaż chciałabym kiedyś udać się na jakieś dobre ciasto i kawę do kawiarni, to tego nie robię, bo samej mi tak głupio - w końcu na pewno każdy będzie na mnie dziwnie patrzeć i pomyślą sobie, że to chore przychodzić bez towarzystwa;p Ale coraz częściej myślę w totalnie odwrotny sposób, że to nie ich sprawa i sami mają swoje życie, więc raczej nie będzie ich nawet interesowało to, czy przyszłam tam sama, czy z kimś.
      Cieszy mnie to, że udało Ci się pokonać strach związany z blogowaniem i że nie robisz tego tak anonimowo. Dla mnie jest to ciężkie także dlatego, że chyba nie chcę, aby ludzie widzieli, że coś mi nie wyszło;p A różnie w życiu bywa, póki co cieszę się z tego, jak wygląda ten blog, staramy się go z siostrą rozwijać, żeby jednak był to sukces a nie klęska, ale lepiej zawsze zachować jakiś margines bezpieczeństwa i nie myśleć, że wszystko na pewno wypali na 100%:D
      Dziękujemy i również zostaniemy z Tobą na dłużej, bo z tego co widziałam, poruszasz naprawdę ciekawe tematy i przyjemnie się będzie czytało kolejne posty:)
      Pozdrawiam serdecznie!
      Indium

      Usuń
  2. Zdecydowanie warto wyjść w pewnych sytuacjach ze strefy komfortu. Tak jak napisałaś, często ma to pozytywne skutki.
    U mnie też problemem było komentowanie innych blogów i ogólnie czegokolwiek. W zasadzie bałam się niewiadomo czego. W końcu wyszłam ze strefy komfortu i jest to dla mnie normalna sprawa, która nie przynosi mi żadnych negatywnych skutków. Jednak nadal mam kłopot, pisząc z kimś innym prywatnie, nie na forum. I chociaż ostatnio musiałam to przełamać, to nadal nie mam ochoty tego robić.
    Od września zaczynam nową szkołę i coś czuję, że jeśli nadal będę się stresować rozmowami i samą obecnością innych ludzi, to początki mogą być koszmarem. To nie jest tak, że nie chcę z tym walczyć. Po prostu jest mi bardzo ciężko i po jakimś czasie zawsze odpuszczam. Mam nadzieję, że teraz tak nie będzie, bo zdaję sobie sprawę, że wyjście ze strefy komfortu, otwartość i nawiązywanie nowych kontaktów przyniosą mi same korzyści.
    Również cenię sobie prywatność w Internecie. Na blogu nikt nie znajdzie mojego imienia, nazwiska, wieku czy miejsca zamieszkania. Miałam także problem z pozowaniem do zdjęć, ale przełamałam się, gdy nawiązałam współpracę ze sklepem odzieżowym i stwierdziłam, że ubrania najlepiej jest przedstawić na sobie. Jednak nigdy nie pokazuje zbyt dokładnie twarzy.
    Podsumowując, zgadzam się w 100% z tym, co napisałaś. Czasem warto spróbować tylko raz, żeby okazało się, że to wcale nie jest tak straszne. A później już z górki.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że udało Ci wygrać ze strachem dotyczącym komentowania;) Co do tego, że nadal nie lubisz pisać z kimś - myślę, że na wszystko przyjdzie pora i kiedyś stanie się to łatwiejsze:D Nic na siłę, czasami trzeba sobie dać trochę czasu.
      Rozumiem Twoje obawy odnośnie nowej szkoły, początki nigdy nie są łatwe, ale warto pamiętać, że nie tylko Ty jesteś w takiej sytuacji. Czasami łatwiej jest zagadać jako pierwsza. Gdy zaczynałam liceum mieliśmy wtedy nawet trochę łatwiej, bo jeszcze dużo osób było na nk, więc utworzył klasę tam, każdy się dodał i tam pisaliśmy, zanim się osobiście poznaliśmy. Co więcej, zorganizowaliśmy sobie nawet spotkanie, żeby było łatwiej. Jeżeli więc na facebooku o coś takiego ciężko, to moja rada to po prostu pierwszego dnia znaleźć taką jedną osobę, która również jest sama i przydałoby jej się towarzystwo, przemóc się i działać. Zrobisz to tylko raz, a później już pozostałe osoby będziecie poznawać razem, więc będzie na pewno łatwiej:) Nikt nie mówi, że od razu po takim jednym razie już nigdy nie będziesz miała problemów z nawiązywaniem kontaktów i ogólnie że będzie to bułka z masłem - to może być zawsze trudne, ale każdy taki moment, gdy się odważysz to Twoje małe zwycięstwo, gdy pokonałaś swoją strefę komfortu. I o to tutaj chodzi:)
      Super, że się przełamałaś z tymi zdjęciami i że nie odmówiłaś współpracy z obawy przed taką sesją. Mam wrażenie, że dobre zdjęcia bez dokładnego pokazania twarzy muszą jednak być trudne także brawo:D
      Pozdrawiam serdecznie!
      Indium

      Usuń
  3. Bardzo mądry tekst i super, że piszecie na tak różne tematy :) Sama nie raz miałam ochotę na napisanie czegoś 'lifestylowego' powiedzmy, ale stwierdzałam, że to beznadziejny pomysł i że zupełnie się tego nie nadaję. :D Ogólnie moja strefa komfortu jest dość szeroka - nie przypominam sobie teraz praaawie nic coby mnie bardzo mocno ograniczało, no dobra czasami trudno mi nawiązywać nowe znajomości.. To znaczy i tak jest dużo lepiej niż kiedyś, ale często mam wrażenie, że jestem nieco uprzedzona do niektórych osób i no nie potrafię nawiązać z nimi kontaktu. Ogólnie niby ta strefa jest szeroka, ale czasami mam wrażenie, że nie wykorzystuję niektórych okazji jakie stawia przede mną życie i potem żałuję tego jak się zachowałam, albo raczej jak się nie zachowałam.. Największym takim momentem wyjścia ze stref komfortu było zapisanie się na prawo jazdy i zrobienie prawka rok temu. Nooo ciężko było się zabrać, jednak jak nie zrobisz tego ze znajomymi - ciężko się zapisać. Ale mam wrażenie, że sam moment robienia był lepszy niż gdybym robiła prawko wtedy co znajomi :D Ogólnie super wspominam ten czas jazd i chętnie bym do nich wróciła także tak jak piszesz - WARTO dla satysfakcji :) Co do dzwonienia to też tego nie nawidzę, mam wrażenie jak mam załatwić jakąś sprawę to początek mojej rozmowy to monolog w którym próbuję powiedzieć o co właściwie mi chodzi :D haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy, że taka tematyka przypadła Ci do gustu. Staramy się poruszać różne tematy, ale zawsze będą one w kręgu naszych zainteresowań. Dzięki temu każdy może znaleźć coś dla siebie:) Powiem Ci całkiem szczerze, że sama miałam identyczne obawy przed publikacją tego wpisu! Ale siostra przeczytała, stwierdziła, że się nadaje, także mam wrażenie, że czasami jednak przesadzamy z samokrytyką;p Zawsze możesz opublikować jeden taki lifestylowy post choćby w ramach testu - blog od razu nie upadnie, a kto wie, może odbiór będzie świetny? Zresztą, to też jest po części wyjście ze strefy komfortu, więc jeśli tylko znalazłabyś jakiś fajny temat, na który mogłabyś się bez problemu wypowiedzieć to śmiało! Sama z chęcią przeczytam coś takiego:)
      Nawiązywanie nowych znajomości to chyba taki najczęstszy problem... O wiele łatwiej pokonać strach jeśli robi się coś dosyć często, regularnie. Nowych ludzi jednak nie poznaje się codziennie. Dzięki temu jednak, kiedy się odważymy nawiązać jakiś nowy kontakt, możemy być z siebie dwukrotnie bardziej dumni:)
      Na prawo jazdy też poszłam bez znajomych;p Nawet jakoś było mi chyba łatwiej. Nie wyobrażam sobie, żeby musieli patrzeć na moje początki na placu i ten nieszczęsny łuk;p A tak? Mniejsza presja:) Fajnie, że dobrze wspominasz swoje jazdy, myślę, że właśnie ta satysfakcja odgrywa tutaj sporą rolę:D
      Haha czyli na szczęście są ludzie, którzy również mają problem z rozmowami przez telefon - uff nie jestem z tym sama!:D Odnoszę takie samo wrażenie jak Ty, gdy gdzieś dzwonię, co więcej, czasami się martwię, że wytłumaczenie sprawy zajmie mi z 10min, a ostatecznie i tak nikt nie zrozumie o co mi chodziło;p Na szczęście nic takiego jeszcze nie miało miejsca także oby tak dalej;p Może gdybyśmy dzwoniły codziennie, to jakoś by nam to przeszło?;p Tak czy inaczej, może kiedyś przyjdzie praca, w której trzeba będzie się z tym zmierzyć i jakoś samo minie, w końcu jak to mówią - praktyka czyni mistrza;)
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
    2. W sumie wtedy chodziło mi o konkretny wpis na temat zarządzania czasem, organizacją i ostatecznie go opublikowałam rok temu :D Teraz takie tematy nie przychodzą mi do głowy, aleeee może kiedyś :D

      Taaak prawko bez znajomych to była chyba jedna z najlepszych decyzji w mym życiu :D hahha Ale po czasie samo zapisanie się, podjęcie tej decyzji było najtrudniejsze :) Ale się udało :D

      Chociaż z drugiej strony wtedy myślę, przecież oni zazwyczaj nawet mnie nie znają, nie widzą i wtedy już lepiej idzie :D haha Ale masz racje gdybyśmy robiły to codziennie pewnie byłoby dużo łatwiej :)

      Usuń
    3. Nigdy nie mów nigdy:) Może akurat dostaniesz jakiegoś natchnienia na lifestylowy post;D sama czasów gdy robiłam prawko jakoś szczególnie miło nie wspominam, ale ogólnie nie należę do szerokiego grona uwielbiających jazdę kierowców także pewnie dlatego;D Myślę, że też dobrze, że się zapisałaś, bo czasami im dłużej się coś odkłada, tym potem trudniej się za to zabrać. A tak już masz to z głowy, szczególnie, że też temu trzeba jednak czas poświęcić:)
      W sumie masz rację, nie widzą Cię, więc ta presja troszkę znika;p W moim przypadku to niestety nie pomoże, bo zwykle jak dzwonię to w najbliższym czasie i tak wiem, że będę widzieć mojego rozmówcę, dlatego stres nadal jest;p Ale nie poddam się bez walki haha!
      Tylko kto by potem płacił za te wszystkie rozmowy;D Najbardziej by się chyba naprawdę opłacało gdzieś zatrudnić, gdzie trzeba dużo dzwonić, wtedy nie dość, że mogłybyśmy z tym walczyć to jeszcze by nam za to dawali pieniądze;DD

      Usuń
    4. Ja miałam fajnych egzaminatorów (znaczy chyba dopiero teraz ich doceniłam xd) więc pewnie to zrobiło robotę :) hmmm.. W sumie ja też nie należę do tego grona, często wybierając rower czy samochód wybiorę to 1, złaszcza nie rozumiem czasami osób które specjalnie (mówię o sytuacjach kiedy jest nie po drodze np do sklepu, np. nie że po drodze z pracy czy coś) wybierają auto na zakupy do sklepu oddalonego 2 czy 3 km - rozumiem większe zakupy czy coś, ale tak po małe i specjalnie auto.. no nie :D
      hahahah :D to jest rozwiązanie :D Ale z drugiej strony jakbyśmy dzwoniły codziennie to gdzie ta satysfakcja!? :D
      Ps.Jak zwykle jak napiszę komentarz pod Waszym wpisem to schodzę na milion innych tematów tym razem pojawił się temat prawka :P

      Usuń
    5. Hahah no skoro byli fajni to pewnie i to miało znaczenie;D najwidoczniej może te osoby po prostu lubią jazdę samochodem - znam osoby, które lubią tak sobie po prostu trochę pojeździć, bez jakiegoś konkretnego celu;p
      fakt, codzienne rozmowy telefoniczne już by takiej satysfakcji nie dawały. Jedynie jednorazową jak już okazałoby się, że strach przed nimi zniknął całkowicie;D może więc ma być tak jak jest teraz?:)
      Hahah nie przejmuj się tym,że zaczęłaś totalnie inny temat, wg mnie to naprawdę fajne, że się tutaj nagle tworzy taka rozmowa:D

      Usuń
    6. Pewnie tak i uważają pewnie mnie za dziwną, że wolę jechać rowerem niż autem :D Zapewne to działa w 2 strony hahah :D
      Też baaaardzo to lubię, jak wspominałam już w ostatnim poście u Twojej siostry dawniej blogowanie było inne często właśnie wywiązywały się takie rozmowy - co moim zdaniem jest świetne! Teraz już są moim zdaniem rzadkością, bo każdy goni za czymś.. Także no.. cieszę się tym bardziej, że poznałam Wasze miejsce w sieci :)

      Usuń
    7. Na pewno nikt nie uważa Cię za dziwną, że wybierasz opcję lepszą dla zdrowia!:D Pewnie raczej zazdroszczą chęci, bo im by się nie chciało rowerem jechać;p O ile w ogóle coś myślą, każdy ma swoje sprawy na głowie, także podejrzewam, że nawet nie zwracają na takie rzeczy uwagi. Ja patrząc na rowerzystę nie myślę sobie raczej nic. Chyba, że jadę samochodem, czasami przyznaję, rowerzyści potrafią mnie zdenerwować, gdy jadą przede mną w miejscu, gdzie ciasno i dość ciężko jest ich wyprzedzić;p Ale tak poza tym to mam raczej neutralne podejście także myślę, że większość ludzi też nie przykłada zbytniej uwagi do środków transportu innych osób;)
      Masz rację, to jest świetne! Miło jest z kimś porozmawiać, a nie tylko wymienić po jednym komentarzu i tyle. Przez takie rozmowy każdy staje się mniej "obcy":) Szkoda, że mało kto nadal to praktykuje, ale chyba nic nie poradzimy. Tak jak mówisz, każdy za czymś goni, więc i tak dobrze, że ludzie znajdują czas, by przeczytać wpis i zostawić po sobie choć jeden komentarz (szczególnie jeśli jest on naprawdę treściwy);D

      Usuń
    8. Znam takie osoby uwierz także są tacy ludzie :D haha W sumie nie chodziło mi o takie myślenie, że ktoś widzi rowerzystę i od razu myśli coś o nim,a tym bardziej wtedy uważa go za dziwnego człowieka xd Tylko coś typu rozmowy z koleżanką np u mnie to wychodzi - często mocno się dziwią jak im mówię, że gdzieś tam byłam rowerem powiedzmy ileś tam kilometrów :D
      Chyba chodzi też o to, że nawet ludzie często zapominają o części komentarzy i nie wracają nawet żeby sprawdzić odpowiedz :) Chyba, że jest on treściwy to co innego :D

      Usuń
    9. Hm...no nie wiem, to może faktycznie zależy od człowieka, bo mi się to nie wydaje dziwne, jak ktoś gdzieś dalej sobie jeździ rowerem. Ale może to dlatego, że spotkałam się z sytuacją, w której jedna osoba potrafiła pojechać ok. 70km (w jedną stronę) do kina rowerem właśnie. Co nawet aż tak nie sprawia, że się dziwię, a bardziej jestem pod wrażeniem, bo ja bym pewnie padła w połowie takiej drogi (jak nie prędzej);D
      W sumie może być i tak...Choć jeśli komentują naprawdę duuużej liczbie blogów, których autorzy nie odwdzięczą się tym samym, to faktycznie może jednak być nieco ciężko tak tego pilnować i pamiętać, gdzie mogłaby się jakaś odpowiedź pojawić;P Bo wiadomo, zawsze jest łatwiej, jeśli ktoś w zamian również skomentuje - wtedy można zawsze z tego komentarza wejść na takiego bloga i zajrzeć czy jest jakaś odpowiedź czy nie. No i dajmy na to, gdybym sama komentowała w stylu "super recenzja! podoba mi się ten produkt! pozdrawiam" to raczej nie liczyłabym też na jakąkolwiek informację zwrotną, bo nie za bardzo z tego może powstać jakakolwiek dalsza konwersacja...;p

      Usuń
    10. No to szacuneczek, bo mój rekord na razie to 43 km :D
      Dokładnie, jak komentuje się jednym zdaniem to raczej nie ma co czekać na jakąś odpowiedź :D

      Usuń
    11. O kurczę, 43 km to i tak dużo!:DD Ciekawi mnie, jak to w Twoim przypadku wygląda zimą...Czy skoro tak lubisz jazdy rowerem to wtedy też po niego sięgasz, czy ze względu na warunki pogodowe jednak raczej nie?

      Usuń
    12. Nieee zimą nie ma mowy, aż takim zapaleńcem nie jestem :D haha

      Usuń
  4. Indium, bardzo dobry tekst! Taki bardzo o mnie. Już od dawna walczę ze swoją strefą komfortu, a pomaga mi w tym mój mąż, zawsze się mnie przed czymś pyta: "a co najgorszego może się stać? Jak wtedy dasz sobie z tym radę?" Wizualizuję sobie taki najgorszy scenariusz, wymyślam, jak bym sobie poradziła i wtedy to już nie jest takie straszne. Oczywiście, żaden najczarniejszy scenariusz się nie wydarzył, zawsze spotyka mnie przy tym coś miłego i ogromna satysfakcja. Też nienawidzę dzwonić, i głównie mąż za mnie dzwoni, nawet kiedyś chciałam, żeby mnie umówił do ginekologa, tak bardzo bałam się zadzwonić ;) na szczęście wybił mi to z głowy i coraz częściej staram się sama coś załatwiać, nawet telefonicznie ;)
    Masz rację z tym, że jednak człowiek potrafi się zmienić jedynie wtedy, jeśli sam w 100% tego chce. I tutaj nie ma co z tym walczyć u innych. Cieszę się, że Ty z tym walczysz i przynosi Ci szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że masz kogoś, kto Cię w tym wspiera:) To także musi bardzo pomagać:D Tak jak mówisz, dobrze jest sobie pomyśleć o takich najgorszych konsekwencjach i przygotować jakiś plan awaryjny:) Wtedy od razu jakoś tak łatwiej się robi. Aż jestem dumna, że przełamujesz się z tymi rozmowami przez telefon, miło jest też o tym wiedzieć dlatego, że mnie samą to również motywuje:) Skoro Ty dajesz radę z tym walczyć, to mi też się musi udać:D Także będę zbierać moje chęci do zmian (póki co jednak czasami mam pewne obawy) i jak tylko uzyskam to 100% (a brakuje coraz mniej), zaczynam działać!
      Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów z przekraczaniem własnej strefy komfortu!
      Indium

      Usuń
  5. Ten post jest tak bardzo w punkt dla mnie w obecnej sytuacji. U mnie wiąże się to raczej z przebranżowieniem się jeśli chodzi o moje wykształcenie. Cały czas szłam taką standardową ścieżką, wszystko niby ok ale na końcu zorientowałam się, że robiłam to wszystko nie wiem dla rodziny, bo tak było łatwiej. Skończyłam studia i marzę o tym żeby zmienić swoją pracę a najlepiej założyć coś swojego, ale muszę wyjść właśnie z własnej strefy komfortu. Nieśmiałość i niepewność siebie nie są zdecydowanie pomocne. Dlatego stwierdziłam, że pójdę małymi kroczkami i założę bloga. Moją pasją jest moda i wiem, że jest milion innych blogów, a mój nie jest idealny. Mimo wszystko staram się i jestem cierpliwa :) I myślę, że jeśli chodzi o wyjście z tej strefy komfortu to bardzo ważna jest wytrwałość i cierpliwość. Na początku może być różnie, czasami bardzo źle i własnie...niekomfortowo ;) Uważam, że naprawdę warto zawalczyć o siebie i trzeba mieć świadomość, że nie będzie to proste, ale z perspektywy czasu wszystko się zmieni :) Bardzo mądry post. Mogę się tylko uczyć od takich blogów ładnego pisania :D Macie też bardzo ładnego bloga, zostaję tu u Was i czekam na więcej takich inspirujących postów!
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że trafiłam w odpowiedni moment!;) Przebranżowienie brzmi już poważnie...Rozumiem, że robiłaś wszystko myśląc bardziej o innych, a mniej o sobie i o tym, co tak naprawdę chciałabyś w życiu robić. Wiadomo, że aby pracować "na swoim" trzeba zaryzykować, ale jak to mówią - kto nie ryzykuje, ten nie ma;) Dobrze, że zaczynasz od małych kroczków, wtedy nie ma takiego przytłaczającego uczucia, że to jednak zbyt wielka sprawa i na pewno nie dasz rady. Same zakładając tego bloga wiedziałyśmy, że jest milion innych o podobnej tematyce, ale zawsze można dorzucić coś od siebie:) Dlatego skoro jest to coś, co lubisz, to trzeba po prostu o to walczyć i działać. Masz rację - na początku jest niekomfortowo - zgadzam się z tym w 100%, ale potem można na to spojrzeć jak na najlepszą decyzję w życiu i tak po prostu sobie za nią podziękować:)
      Dziękujemy bardzo, inspirujące posty na pewno będą się jeszcze pojawiać w przyszłości, szczególnie po tak pozytywnym odbiorze:)
      Również pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  6. Cóż, mam mieszane uczucia - bo jeśli chodzi o wychodzenie ze strefy komfortu to ma to nieco dwojaką naturę. Czasem może i warto zrobić coś, do czego do końca nie jesteśmy przekonani... jednak gdy jesteśmy bez czegoś szczęśliwi to po co to zmieniać? Są rzeczy, których naprawdę nie ma po co zmieniać. Choć może mówię tak, dlatego że mam szerszą strefę komfortu i nie czuję się w niej ograniczona. Są rzeczy, które mogłabym zrobić (ale mi się nie chce, nie mam na nie czasu lub pieniędzy) i są rzeczy których nie zrobiłabym nawet gdyby mi zapłacili. Są też ludzie, którzy w ogóle nie czuję potrzeby zmian i wychodzenia poza swoją bezpieczną strefę.

    Cóż, jeśli chodzi o prowadzenie bloga, możesz przecież pozostać anonimowa i jednocześnie pisać i pojawiać się w sieci - to na szczęście da się ze sobą pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie - tak jak pisałam - ważne jest, żeby być w 100% pewnym takiej potrzeby wprowadzenia jakichś zmian, wyjścia z tej strefy komfortu. Jeżeli naprawdę jesteśmy szczęśliwi i niczego nam nie brakuje, to nie ma sensu, bo po co naprawiać coś, co nie jest zepsute. Skoro masz wrażenie, że Twoja strefa komfortu jest na tyle szeroka, że nie czujesz się w niej ograniczona, to pozostaje mi jej Tobie pozazdrościć!:) Z mojej strony wygląda to tak, że są rzeczy, które chciałabym zrobić, które nie są drogie czy coś w tym stylu i na które mam czas, ale po prostu się z różnych powodów boję. I myślę, że to są takie sytuacje właśnie, gdy trzeba z tą własną strefą komfortu walczyć.
      Z anonimowością teoretycznie da się publikować na blogu, jednak tylko do momentu, gdy trzeba wstawić jakieś zdjęcie. A wiadomo, że ubrania najlepiej pokazać na sobie. Dlatego też tutaj odczuwam pewne ograniczenia odnośnie poruszania typowo modowych tematów, ale jest to problem, który za wszelką cenę postaram się rozwiązać.
      Pozdrawiam serdecznie!
      Indium

      Usuń
  7. Bardzo fajny i życiowy post, o siłowni coś wiem miałam tak kiedyś :D Wstydziłam się iść, wydawało mi się, że każdy spojrzy i też pomyśli sobie co ona tu robi, to nie dla niej, ciekawe ile wytrzyma itp :) Ale oczywiście jak najbardziej czasami warto wyjść ze swojej strefy komfortu i walczyć ze swoim wewnętrznym brakiem odwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo tak, z tym "ciekawe ile wytrzyma" nadal tak czasami mam:) Albo, że ktoś tam ogarnie, że w danym tygodniu byłam tylko 3 albo nawet 2 razy na siłowni, bo i tak się zdarza w bardziej intensywnym okresie na uczelni;D czasami naprawdę lepiej przestać myśleć, bo aby się człowiek sam nakręca;DD Ale dokładnie - czasami naprawdę warto walczyć:)
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  8. Zacznę od końca :D był czas że nie lubiłam rozmawiać przez telefon ale przyszedł też taki czas gdy byłam do tego zmuszona były to częste rozmowy i nawet nie wiem kiedy a stało się to dla mnie czymś naturalnym :) na siłownię też nie chodzę mam ten problem o którym pisałaś ćwiczę w domu :) fajnie że poruszyłaś ten temat daje to dużo do myślenia :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O i teraz jest potwierdzenie tego, o czym wspomniałam w komentarzu wyżej, w odpowiedzi na to, co pisała Zaczarowanaa - częste rozmowy mogłyby rozwiązać ten problem. Fajnie, że u Ciebie taka metoda się sprawdziła, wiem już przynajmniej, że jest to naprawdę skuteczny sposób:) Chociaż brzmi nieco przerażająco, nie będę ukrywać;p Co do ćwiczeń w domu - sama tak zaczynałam. Co więcej, pewnie dalej ćwiczyłabym w domu, gdyby nie pojawiła się okazja pójścia na siłownię z kimś, bo sama na pewno bym się tam nie zapisała. Nawet nie myślałam o tym, bo wiadomo, że wiążą się z tym dodatkowe koszty. Ostatecznie jednak udało się osiągnąć cenę do zaakceptowania, także zdecydowanie nie żałuję. Co więcej, nie wyobrażam sobie już wykonywania ćwiczeń w domu, szczególnie, że bardzo spodobały mi się zajęcia grupowe i to na nie chodzę najczęściej:) Ale wiadomo, co kto lubi, a dla zdrowia liczy się każda aktywność fizyczna:)
      Również pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  9. Każdy mi powtarza że wydaje się być osobą, która łatwo nawiązuje znajomości i w nowym środowisku wydaje się być zawsze dobrze obeznana. Mówią tak osoby które mnie nie znają! Każde zapoznanie z kimś, to dla mnie próba wyjścia ze strefy komfortu. Bardzo stresują mnie kontakty międzyludzkie. Zawsze wydaje mi się że zrobię coś źle i ktoś się będzie ze mnie śmiał. Teoretycznie,zresztą nawet jak to pisze to mi się wydaje głupie, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Blog robi mnie bardziej otwartą na nowe rzeczy, znajomości. Czasem anonimowość się przydaje by dorosnąć i rozwinąć skrzydła. Oczywiście nie mówię tu o osobach które anonimowo hejtują. Bardziej mi chodzi o blogerki jak ja. Nie chciałam tworzyć pod swoim imieniem i nazwiskiem. Mało znajomych wie o moim blogu, ale to ze względu na to że dla mnie to bardzo prywatna sprawa i wolę się z tym dzielić z zaufanymi osobami, a nie przypadkowymi osobami z mojego otoczenia dając im pożywkę do plotek. Teraz nawet się przekonałam do wstawienia swojego zdjęcia w jednym z wpisów. Jestem bokiem, ale to i tak dla mnie była duża sprawa ;). Dzięki za ten wpis. Czasem warto sobie przypomnieć że żeby w pełni żyć trzeba podejmować trudne decyzje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wychodzi na to, że bardzo dobrze Ci idzie, kiedy udaje Ci się przełamać, skoro każdy mówi, że łatwo nawiązujesz nowe znajomości:) Cieszę się, że blog pomaga Ci w wychodzeniu ze swojej strefy komfortu. Rozumiem też całkowicie, że nie chcesz się nim dzielić z osobami, które nie mają Twojego zaufania, sama bym tak nie zrobiła;)
      Gratuluję odwagi do wstawienia zdjęcia! Wierzę, że było to niełatwe, nawet jeśli na tym zdjęciu ustawiona jesteś bokiem.
      Cieszę się, że wpis Ci się podobał;) I jak gdzieś kiedyś wyczytałam - czasami najtrudniejsze decyzje to te prawidłowe (czy jakoś tak:D).
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  10. Życiowy post,mi długo zajęło przełamanie się,by wyjść z "kokonu" bezpieczeństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować Ci odwagi i tego, że w końcu Ci się udało;)
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  11. Hmmm, jest kilka rzeczy, których nie lubię robić, których nie chcę robić i tego nie robię. Ale... masz rację. Chyba warto stanąć naprzeciw nim i coś zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli tylko odczuwasz taką potrzebę, by coś zmienić to śmiało! Czasami warto w życiu zaryzykować i spróbować czegoś nowego;)
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  12. Też poszłam na studia, na których nie znałam nikogo. Za to ostatnio wyszłam ze strefy komfortu w inny sposób - odeszłam z pracy, z której nie byłam zadowolona (była zgodna z moim zawodem, wiec posiedziałam tam swoje, żeby zdobyć doświadczenie do CV, ale szef notorycznie spóźniał się z wypłatą, więc w końcu odeszłam) i od środy zaczynam szkolenie w nowej pracy, w zupełnie nie mojej branży. Ale spróbuję, bo zaoferowano mi elastyczny grafik, a to jest u mnie niezbędne, bo studiuję dwa kierunki. i a porpos tego czeka mnie kolejne wyłamanie... Praktyki zawdowe. Miałam już na licencjacie, miałam na jednej z magisterek, ale druga magisterka to.. polonistyka ze specjalnością nauczycielską. Będę prowadzić lekcje w szkole i mnie to przeraża, nie czuję się na to gotowa. Ale szkoda byłoby zmarnować rok czasu i odpuścić teraz, choć się cykam, bo rok szkolny już tuż-tuż. Tym bardziej, że nawet nie wiem, co mnie podkusiło na te studia - licencjat mam z dziennikarstwa, a jedna z mgr, które obecnie robię, to edytorstwo. Chyba po prostu zapisując się na studia też bezmyślnie wyszłam ze strefy komfortu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odejście z pracy to już taka poważna sprawa, dlatego tym bardziej gratuluję, że zdobyłaś się na odwagę, by to zrobić! Dodatkowo jestem pod wrażeniem, że dajesz radę z dwoma kierunkami. Był moment, że o tym myślałam, ale już wiem, że czasowo bym się nie wyrobiła ze wszystkim. Praca w innej branży brzmi jednak ciekawie, bo możesz zdobyć też nieco innego doświadczenia, niezwiązanego z Twoim zawodem.
      Co do tych praktyk - życzę Ci powodzenia:) Wierzę, że sobie poradzisz, zapewne tylko pierwszy dzień będzie ciężki;) Ja zawsze sobie mówię, że nic się nie dzieje bez przyczyny, więc nawet jeśli te studia na nic Ci się w przyszłości nie przydadzą, to może właśnie miało to być takie pokonywanie strachu i wyjście ze strefy komfortu żebyś pamiętała na przyszłość, że skoro dałaś radę na tych praktykach, to cokolwiek przed Tobą - również sobie poradzisz:)
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  13. Ja niedawno zaczęłam pisać w miejscu publicznym (kawiarnia, współpracownia), muszę umówić się teraz na pisanie nanowrimo!
    Zapraszam wszystkich z całego serca do odwiedzenia mojej strony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze marzyło mi się pójście do kawiarni, zamówienie jakiejś dobrej kawy i po prostu rozłożenie się tam z laptopem, żeby popracować w innej atmosferze:) I jest to rzecz, która również znajduje się na mojej liście aktywności w celu walki ze strefą komfortu
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  14. Mądrze napisane. Świetne porady :D
    https://fasionsstyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, cieszę się, że ten wpis przypadł Ci do gustu:)
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  15. Dobrze napisane ;3 ja również wręcz bałam się pójść na siłownię, właśnie wtedy kiedy poszłam na studia do zupełnie obcego miasta, gdzie nikogo nie znałam. Ale od roku chodzę tam regularnie i naprawdę było warto akurat wedy wyjść ze swojej strefy komfortu ;)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siłownie mają to do siebie, że jakoś potrafią budzić wiele obaw:) Super, że wygrałaś z tym strachem i chodzisz już tam rok! Zazdroszczę także silnej woli, bo wiadomo, że czasami są gorsze dni i po prostu nie ma się aż takiej ochoty na aktywność:p
      Również pozdrawiam!;)
      Indium

      Usuń
  16. Bardzo mądrze napisany post. Strefa komforu jest dla człowieka pewnrgo rodzaju azylem, gwarantem bezpiezceństwa ale z drugiej strony jest tez rodzajem klatki, wktórej się sami zamykamy - a przeciez za ta klatka tyle sie dzieje. Wyjście ze strefy komforu do najłatwiejszych nie należy, ale jak juz się zrobi to pierwszy raz.... To kolejne ida o wiele szybciej. Miałam w zyciu podobnie jak Ty kilka takich sytuacji, w których trzeba było opuscic bezpieczny teren i wkroczyc w cos zupełnie nowego- czego aboslutnie podobnie jak Ty nie żałuję- u mnie to był min kilkuletni wyjazd emigracyjny do Londynu- nie było zawzse lekko, ale dałam radę , a wszystko czego sie w tamtym okresie nauczyłam procentuje do dziś :-), zmiana pracy tutaj w Polsce, samotna wyprawa do Izraela ( poznałam cudownych ludzi, kolega z Australii zdązył mnie juz nawet odwiedzić) .
    Jest to zawsze pewnego ryzyko, ale w życiu czasami trzeba opuscic bezpieczna przystań i spróbowac czegoś nowego a wtedy okazuje sie jak wiele mozemy z tego czerpać :-)

    cieplutko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;) Zgodzę się z Tobą, że strefa komfortu daje z jednej strony poczucie bezpieczeństwa, z drugiej natomiast staje się taką klatką. Jeśli jednak uda się z niej chociaż raz wyjść, to taki sukces może być traktowany jako motywacja, że skoro wtedy się udało, to teraz również się uda.
      Porównując sytuacje, gdy wyszłam ze strefy komfortu, z Twoimi - zazdroszczę odwagi (i wyjazdu do Londynu;D). Szczególnie jestem pod wrażeniem tego, że tak jak piszesz - sama udałaś się do Izraela. Podróże w pojedynkę to coś, co na ten moment jest dla mnie zdecydowanie zbyt trudne, chociaż chciałabym pewnego dnia zobaczyć wiele ciekawych miejsc i możliwe, że uda mi się to jedynie, gdy wezmę z Ciebie przykład i kiedyś w końcu się odważę.
      Masz rację - jest to ryzyko, ale tak jak Twoja emigracja do Londynu, myślę, że takie rzeczy w większości będą także procentować w przyszłości;)
      Również pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
    2. Dokładnie tak- a taka motywacja to motywacja samego siebie do dalszego działania :-)
      Ja zawsze byłam lekko stuknieta i szalona( po tacie) - ten Izrael - część odradzała a tymczasem bylo mega- i nurkowałam i poznałam super ludzi z którymi świetnie spędziłam czas na miejscu. Grunt to otworzyć sie na swiat a on otworzy się na Ciebie :-) Dlatego super,że Ty tez sama zaplanowałaś ten najblizszy wyjazd ( bez agencji) to pierwszy krok do samodzielnych dalszych podróży :-)
      Serdezcnie pozdrawiam i życze Ci miłego weekendu :-)

      Usuń
  17. Bardzo fajny wpis! Kiedyś sporo czytałam o sferze komfortu. Dla mnie wyjściem z tej strefy było pójście na studia do innego miasta i mieszkanie poza domem rodzinnym. NIe sa to przyjemne doświadczenia, ale niesłychanie wazne w naszym rozwoju osobistym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, pójście na studia też jest takim sporym przykładem wyjścia ze strefy komfortu, szczególnie gdy oznacza to zamieszkanie w totalnie obcym mieście. Masz jednak rację, że takie doświadczenia pozwalają nam się rozwijać, dlatego tym bardziej nie należy z nich rezygnować:)
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  18. O upałach to nic Ty mi nawet nie mów/nie pisz :D Powoli temperatury wracają do normy, można normalnie żyć i trzeba szybko zapomnieć o tym co było :D No nie lubię tego gorąca i ostatnie temperatury trochę utrudniły mi normalne funkcjonowanie. Chłodne miejsca były moją strefą komfortu :D i w takim przypadku nie polecam wychodzić z niej.
    Ale tak już bardziej poważnie - te bezpieczne strefy są fajne,bo je znamy, nie grozi nam "nowość". Bo wyjść ze strefy komfortu to spotkać się z czymś innym,nowym. Wiele osób to przeraża, boją się konfrontacji z tym,czego nie znają,co zmusi ich do danych zachowań,które być może zaskoczą,a może zranią itd. I niby fajnie tak sobie żyć łatwo i pięknie w swojej bezpiecznej krainie. Ale ona nas zniewala i blokuje. Tak się traci życie. Bo bez ryzyka nie ma wygranej. Przegrana jak się trafi - również może nas rozwijać i uczyć. To jest kwestia podejścia i nastawienia w dużej mierze. A wychodzenie ze strefy komfortu nie musi być skokiem na głęboką wodę,choć niektórzy nawet taką formę sobie chwalą. Można wychodzić małymi,lecz zdecydowanymi krokami. Ale nie czekając przy tym na porażkę,która pozwoli zawrócić. Otworzyć się w pełni na to "coś innego", dostrzec plusy i obserwować z czasem ile ich przybywa. Dość ogólnie piszę,bo dla każdego z czym innym się ta strefa wiąże. Ale jedno jest wspólne - wyjście z niej daje wolność i rozwój życiowy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha czyli widzę, że nie tylko ja już mam ich już całkowicie dość?:) Przyznam, że wczoraj oglądając prognozę pogody na najbliższe kilka dni, z nastawieniem na temperatury typu 20-23 stopnie, znów się rozczarowałam, bo gdzieś tam jeszcze ma się pojawić i 28. Ale tak jak piszesz, na szczęście powoli pogoda wraca do normy, bo faktycznie aż ciężko się funkcjonuje.
      Dokładnie, wyjście ze strefy komfortu wiąże się z czymś nowym i mnie osobiście właśnie to przeraża, że trafię na sytuację, która mnie zaskoczy, której nie będę w stanie przewidzieć, a więc będę musiała zdecydować nagle, jak się zachować. Masz zatem rację - "tak się traci życie". A przychodzi w życiu taki moment, kiedy człowiek nagle uświadamia sobie, że jednak lata mijają szybko, życie jest jedno i szkoda byłoby marnować je dalej przebywając tylko w tej swojej bezpiecznej strefie.
      Sama raczej preferuję małe kroczki, bo czasami są rzeczy, które na dany moment jednak mnie przerastają, a że wolę się do niczego nie zmuszać na siłę, to odpuszczam, jeżeli tylko czuję się przytłoczona. Przyznam, że taki system się sprawdza, ale niestety wiadomo, że zajmuje to sporo czasu. Dlatego rozumiem ludzi, którzy od razu biorą się za coś konkretniejszego. Każdy jednak przez życie idzie swoim tempem i najważniejsze, by się nie zatrzymać:)
      Również pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  19. W zyciu jest wiele takich momentów kiedy trzeba się przełamać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak:) Chociaż jeżeli się jednak czasami nie uda, to nie ma co się potem tym zadręczać, w końcu na pewno będą inne okazje - i o tym również warto pamiętać:) Najważniejsze, żeby nie stać w miejscu.
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  20. Zgadzam się z tym, że należy próbować wychodzić ze swojej strefy komfortu! Sama teraz nad tym pracuję, oczywiście nie jest to proste, ale daje radę małymi krokami! Fajnie, że Tobie też się udaje. Też miałam problemy z zagadaniem do kogoś, nawiązaniem rozmowy z całkowicie nieznaną osobą :) Jaką stronę miałaś na myśli w 2 sytuacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się nie poddajesz i walczysz ze swoją strefą komfortu! Z góry życzę Ci samych sukcesów:D Z nawiązywaniem kontaktów chyba naprawdę sporo ludzi ma problem, ale może to z jednej strony i lepiej - nie jesteśmy z tym same;) Jeśli o tą stronę chodzi to było to interpals.net, aczkolwiek z perspektywy czasu aż tak jej nie polecam, nie tylko ze względu na problemy techniczne (serwer potrafił dość często paść), ale też na sporą liczbę osób, dla których jest to chyba raczej miejsce, gdzie próbują szukać drugiej połówki...;p Naprawdę mało było ludzi, którzy byli zainteresowani językiem obcym czy kulturą, poza tym w zdecydowanej większości dostawałam wiadomości od osób z Turcji bądź krajów arabskich. Aż po części żałuję, że sama nie napisałam do kogoś z USA czy UK, wtedy pewnie wyglądałoby to nieco lepiej i faktycznie poprawiłabym swój poziom angielskiego w przyjemniejszy sposób niż na stronach dedykowanych nauce języków obcych (te się u mnie nie sprawdzają).
      Pozdrawiam!
      Indium

      Usuń
  21. Czasami należy wyjść poza swoje granice. Wtedy możemy zobaczyć więcej i osiągnąć więcej. Wiadomo, że wygodniej jest pozostać w swojej strefie komfortu, ale jednocześnie może to bardzo nas ograniczyć.

    OdpowiedzUsuń
  22. Z siłownią mam tak samo, zresztą w ogóle jestem najmniej spontaniczną osobą ever, muszę mieć wszystko wcześniej zaplanowane, jak mam gdzieś jechać bez przygotowania, to wpadam w panikę :P

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten piesek na pierwszym zdjęciu zachęcił mnie totalnie do przeczytania tego wpisu... :D I było warto, bo to nie kolejny post z tysiącem rad co koniecznie trzeba robić... podoba mi się to podejście, że jeśli życie daje Ci taką okazję to spróbuj, ale też nie wszystko na siłę i pod presją. Ja też staram się wychodzić ze swojej strefy komfortu, a dotyczy to naprawdę wielu rzeczy... od kontaktów z innymi, do pracy nad samą sobą. Idzie mi to może na razie tak średnio, no ale staram się.. bo warto. Nie ma co się bać, trzeba dbać o to, żeby nasze życie było coraz lepsze :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli udało Ci się wytrwać do samego końca, to znaczy, że temat posta zainteresował Cię choć minimalnie. Koniecznie daj znać, jakie jest Twoje zdanie! Za każde włączenie się do dyskusji pięknie dziękujemy, bo nie ma nic bardziej motywującego, niż inspirująca wymiana zdań ❤ Z przyjemnością odnajdziemy Cię na Twojej stronie!

Prosimy: nie spamuj (nie zostawiaj w komentarzu linku/adresu swojej strony), GDYŻ I TAK CIĘ ODWIEDZIMY! ❤

Informujemy, że nie ma na naszej stronie możliwości opublikowania linku lub pełnego adresu bloga (nawet jeśli go wpiszesz, nie opublikuje się), dlatego tym bardziej prosimy o nie zostawianie linków/adresów stron w komentarzach.