poniedziałek, 8 lipca 2019

Gdzie się podziali poważni blogerzy / blogerki? O grupach na Facebooku dla blogerów


To miał być piękny, przyjemny, inspirujący dzień. Czwartkowe popołudnie i wieczór spędziłam całkowicie na poszukiwaniach blogowych perełek, szukaniu ciekawych treści i komentowaniu tego, co mnie skłoniło do refleksji. Dzień okazał się jednym z moich największych koszmarów i ten tekst będzie efektem tego, że mój poziom tolerancji i akceptacji dla ludzkich pomysłów został dobitnie przekroczony. Dzisiejszy post będzie szybką refleksją, która - mam nadzieję - trafi do niektórych głów i może, może stanie się cud i wyjdziemy z tej dziwnej mody w blogosferze na prostą. Nadzieja matką głupich, ale nic więcej poza nią nie mam. Tutaj pragnę zaznaczyć, że piszę w pierwszej osobie liczby pojedynczej, ale zgadzamy się z tym obie - Indium zatwierdziła ten post do publikacji, więc... Serdecznie zapraszaMY!

Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny

Kiedy oglądałam Westworld, nie sądziłam, że ten tekst kiedykolwiek będzie tak dobrze oddawać istotę mojego czwartkowego, blogowego popołudnia. Z racji tego, że wiele miesięcy mnie nie było, postanowiłam nadrobić blogowe zaległości, zrobić porządki na Bloglovin, poszukać nowości i po prostu - odnaleźć się na nowo w blogosferze. Mijały godziny, a ja natknęłam się na kilka nowych blogów, kilka tych "starych, dobrych blogów" i w sumie... Szaleństwa nie było. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie Ci wszyscy ludzie są. Bo przecież nie jest tak, że blogów jest coraz mniej, że ludzi jest coraz mniej. Oni na pewno gdzieś są, utworzyli społeczność, gdzieś na pewno istnieje jakaś większa grupa blogerów, tylko szukam w niewłaściwym miejscu. I wtedy wpadłam na ten genialny pomysł - poszukać grup takich osób na Facebooku. Pomyślałam, że skoro są grupy i mastermindy, gdzie ludzie łączą się i wspierają wzajemnie w prowadzeniu i skalowaniu swojego biznesu, to i na pewno są takie grupy dla blogerów. To było moje przekleństwo.

Przecież poważni blogerzy są, zarabiają!

Zacznijmy może od tego, co rozumiem przez sformułowanie poważni blogerzy / blogerki. Otóż nie mam tu na myśli Marcina Iwucia, Michała Szafrańskiego czy innych guru blogowania, których oczywiście podziwiam i którzy na wartościowym contencie zarobili bardzo duże pieniądze (blog Michała Szafrańskiego przyniósł dochody liczone w milionach), ale chodzi mi o zwyczajnych blogerów, którzy po prostu mają w sobie tą pasję do poruszanej tematyki i traktują swojego bloga poważnie. I tu przez poważnie nie mam na myśli zmonetyzowania go na jakichś badziewnych, psujących odbiór strony reklamach Google Adsense, ale chodzi mi o: dbanie o bloga, o content (czyli zawartość merytoryczną - żeby coś wartościowego wnieść do tej blogosfery), o odpowiednie treści w mediach społecznościowych (znów content), o dobry wizerunek w social mediach i na stronie bloga (oprawa graficzna jest ważna), ale też o funkcjonalność strony. I tu się zatrzymamy, bo to jest w ogóle jakieś kuriozum: dlaczego tak wiele blogów nie ma wcale wersji mobilnej szablonu i nie da się ich czytać na telefonie? A jeśli już się da, czemu jest to ta ohydna wersja Bloggera? :( Tutaj z góry przepraszam tych z Was, którzy o tym nie wiedzieli, że z niej korzystają, bo nie każdy się na tym zna, może nie wiedzieliście, że można mieć inną wersję mobilną, a dbacie o swoje blogi. Jeśli tak jest to się na mnie nie obrazicie za trochę mocne słowa, tylko zadbacie o nie jeszcze bardziej i jestem pewna, że poszukacie w internetach sposobów, aby udoskonalić responsywność swoich stron <3 Wracając do tematu: szukałam, szukałam grupy takich osób i nieszczególnie trafiłam na jakąś większą, poważną społeczność. Zazwyczaj trafiały mi się jedynie rodzynki w gąszczu marności nad marnościami.


Pierwsze zderzenie z grupami blogerów na Facebooku

Dołączyłam do większości grup na Facebooku dla blogerów/blogerek, które wyskoczyły mi w wynikach wyszukiwania. Cieszyłam się jak cholera, nie mogłam się doczekać, aż mnie przyjmą do tych grup, w końcu zaraz miałam pogadać z blogerkami takimi jak ja! 🤩 Jakież było moje zdziwienie, gdy grupa za grupą, przeglądałam treści w nich i mało nie spadłam z krzesła. Większość tych grup to zwykły słup ogłoszeniowy, gdzie każda z kilkuset lub kilku tysięcy osób wchodzi tam tylko i wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojego posta. Tego nawet nikt nie czyta, nikt nie scrolluje tego "słupa", co ciekawego się pojawiło, ba! Większości nawet nie chce się dać w takim poście oprócz linka contentu, który pokazałby, że treść posta rozwiązuje konkretny problem czytelnika, żeby go trochę zachęcić do odwiedzin. Nic! Zero starań. Z ciekawości opublikowałam posta (ale z contentem!) w jednej z takiej grup, posta, który polecał szablon na bloga i co zaobserwowałam? No po prostu jedno wielkie nic! Zero reakcji :) Kurczę, ja pamiętam, że kiedyś każdy darmowy szablon to było coś, blogerzy chcieli z nich korzystać, a jeśli nie, to przynajmniej było jakieś minimum zainteresowania tym tematem (publikowałam też wtedy na Facebooku i wiem, że było!). Dotarło do mnie, że Ci wszyscy ludzie mają tylko jeden cel: dostać komciaka, a najlepiej ze dwa - to już w ogóle by było super, +100 do zajebistości. A że blog wygląda jak blogi 20 lat temu i w ogóle się nad nim nie wysilam, żeby robił coś dobrego dla tych czytelników? Kogo to obchodzi, przecież się odwdzięczę komciem za komcia, to im musi wystarczyć, blog nie musi wyglądać... To była dopiero kropla w oceanie bólu i rozpaczy.

Grupy dorosłych kobiet - blogerek na Facebooku, czyli Blog Onet 2.0

No bo przecież można sobie jeszcze wytłumaczyć: może trafiłam na grupy, gdzie dominują dzieci z podstawówki. Dlatego się nie poddawałam, poszukałam grup, gdzie bytowały poważne kobiety, dorosłe. O ile jeszcze w grupach, gdzie średnia wieku była stosunkowo niska, mogłam zobaczyć same linki, o tyle w grupach poważnych, dorosłych ludzi pojawiały się równie doniosłe i poważne regulaminy, które obligowały wszystkich uczestników promujących swoje treści do komentowania wszystkich treści promowanych przez innych członków grupy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, żeby zachęcać do komentowania blogów innych, wzajemnego się wspierania, ale tam były nawet ustanowione daty z godziną, do której musisz oddać wszystkie komcie wszystkim osobom pod postem! Ale na tym nie koniec. To jest ten moment, gdy - uwaga - będzie cytat! Zacytuję wpis jednej uczestniczki takiej grupy. Rzecz była ważna, istotna, dotyczyła bowiem nieoddanych w terminie komciaków.
"Dziewczyny musimy sprecyzować zasady naszej linkowej zabawy. Co zrobić gdy nie otrzymujemy komentarza? Mnie się już kilka razy zdarzyło, że nie od wszystkich dostałam. Jakoś tak nie miałam śmiałości ponaglać, kilka razy ponagliłam, bo wierzę, że ktoś niespecjalnie, tak przez przypadek pominął... kiedyś nawet moje ponaglenie nie pomogło. Czy Wy macie za każdym razem komentarze od wszystkich biorących udział w zabawie? Nasze kochane Administratorki określcie kroki, co w tym przypadku zrobić 😀 plisssssss…… Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie z mojej wsi 🙂"
Heloł, no przecież mi się należo, skomciałam Ci, a Ty nie oddałaś. Gdzie procedura postępowania, gdzie admini grupy, halo policja?! Sick! Dobrze, że nie powstał na to jeszcze paragraf w kodeksie karnym. Wtedy dopiero czas oczekiwania na rozprawę sądową byłby długi!


Wracając do tematu oddawania komci. Przecież to już było! Konkursy z nagrodami w postaci 1000 komentarzy to wynalazek Blog Onet i myślałam, że polska blogosfera ma już ten durny epizod za sobą. Jeszcze parę lat temu (tak, tylko parę lat! przed moimi studiami, bo robiłam wtedy szablony na Bloggera) za coś takiego, jak "wymianki komentarzy" można było zostać poczęstowanym jedynie falą ostrej krytyki. I teraz co? Wyszliśmy z tego, dbaliśmy o jakość i komunikację, żeby... znów do tego wrócić? Że też dorosłym ludziom chce się bawić w takie rzeczy. Nie wiem, czy to zauważył ktoś, ale np. ja i moja siostra nie pozostawiamy takich komentarzy i komentujemy wyłącznie, kiedy jesteśmy w stanie coś powiedzieć na dany temat, ale przede wszystkim i to jest najważniejsza zasada: czytamy posty, które komentujemy. No bo jak inaczej napisać coś sensownego? I wchodzę na takiego pierwszego lepszego bloga dorosłej osoby, gdzie i nawet tematyka ciekawa, ale potencjał strony zmarnowany z każdej możliwej strony, a w komentarzach - sztuk aż 20 - mniej-więcej taka powtarzalna treść:
◼️ "Ładnie ;)"
◼️ "Pięknie!"
◼️ "Nie znałam tego:) Super!"
◼️ "Wow ile tego!"
◼️ "Ale nowości!"
◼️ "Jakie zakupy!"

Serio? Czy tylko mi te komentarze przypominają przesłynne: "Jaka cena" z Facebooka? Jaki jest cel zostawiania czegoś takiego? Bo to wszystko jest w tych grupach uznawane za formę wsparcia. Czy to faktycznie jest wsparcie? Czy spam na stronie ją wspiera??? Czy spam pomaga naszym blogom?

A mogło być tak pięknie... Grupa blogerek w mojej głowie

Nie uważam, żeby wsparcie w takiej formie, jaka jest popularna obecnie, miało jakiś sens. Uważam, że dyskredytuje to bloga w oczach poważnego czytelnika, któremu może i nawet spodobałby się content, może i chciałby zostać na dłużej, ale... widzi to. Widzi, że ta strona poważna nie jest. A przecież można inaczej! Czy grupa wsparcia musi być tylko słupem ogłoszeniowym? Wymianą "komciaków"? Uważam, że nie. Jest multum innych sposobów na realne, sensowne wsparcie:
◼️ wspólna praca na grupie nad SEO, czyli pozycjonowaniem strony, żeby było więcej wejść organicznych,
◼️ udzielanie sobie porad, wskazówek, dzielenie się trickami,
◼️ odpowiadanie wzajemnie na pytania techniczne dotyczące poprawy wyglądu strony i szablonu
◼️ pomaganie sobie w zakresie szaty graficznej bloga: dzielenie się linkami do stron z dodatkami graficznymi, z darmowymi zdjęciami w pięknym, kobiecym stylu,
◼️ udzielanie sobie rad, jak skuteczniej zaangażować swoich odbiorców w rozmowę na blogu i social mediach,
◼️ wzajemne oceniane swoich blogów, opiniowanie, jak strona jest odbierana przez innych blogerów, że np. coś nie działa na telefonie, nie da się kliknąć w link,

... i wiele, wiele innych. Sposobów jest mnóstwo. Od nas tylko zależy, czy weźmiemy się w garść i zaczniemy sobie udzielać realnego, prawdziwego wsparcia, czy jedynie fikcyjnego, w postaci pustych komentarzy i liczb z nich płynących, które nie mają żadnego znaczenia dla rozwoju strony.

A może jednak taka grupa powstanie?

Na koniec tego posta naszła mnie myśl, że może ja założę taką grupę na Facebooku? Grupę z prawdziwego zdarzenia, która nie byłaby słupem, a miejscem, gdzie wspólnie w grupie można by doskonalić nasze strony wizualnie i pod względem merytorycznym? Mam jednak wątpliwości. Nie wiem, czy jej ktoś potrzebuje. Może to tylko ja jestem taka dziwna, my jesteśmy takie dziwne, że chcemy rozwijać to, co tworzymy, by było coraz lepsze? Może nie ma w naszej społeczności takiej realnej potrzeby, by nasze blogi i blogowanie doskonalić?
Jakie jest Wasze zdanie?

Na koniec jeszcze poproszę: jeśli możecie mi polecić jakieś blogi poważnych osób z pasją (ale nie jakichś modowych div i gwiazd czerwonego dywanu, z którymi nie ma kontaktu, żeby pogadać, bo są zbyt sławne i rozmawiają tylko z dziennikarzami), polecajcie proszę. Każdy kontakt na wagę złota!

Tov

środa, 3 lipca 2019

Victoria - darmowy szablon na Blogspota (Bloggera) - pobierz teraz!


Dziś przedstawiam Wam pierwszy darmowy szablon na Bloggera (Blogspota) mojego autorstwa. Jeśli ktoś się bardzo zastanawiał, co robiłam tyle czasu, gdy mnie nie było, to właśnie ten szablon stanowi część mojego projektu, nad którym w ostatnich miesiącach pracowałam (i pracuję) bez przerwy. Jeśli wytrwacie do końca to doczekacie się nawet swego rodzaju, pierwszego na tym blogu, rozdania, tak więc serdecznie zapraszam! :D

O moim szablonowaniu słów kilka

Zanim jednak przejdę do pokazania Wam tego i owego w tym szablonie, postanowiłam trochę powiedzieć o moim tworzeniu szablonów, bo pewnie spora część z Was się zastanawia, skąd tu ten szablon i w ogóle jak to, skąd i czemu :D Otóż odpowiedź jest bardzo prosta: ja od zawsze się tym zajmowałam. Z przerwami, bo z przerwami, ale regularnie do tego wracałam. Szablony na Bloggera zaczęłam robić w liceum, bo już w tamtym czasie blogowałam na tej platformie i niestety, żaden szablon nigdy mnie nie satysfakcjonował. Policzmy... 4 lata temu skończyłam studia, do tego doliczmy czas studiów 5 lat, no i czas w liceum, czyli spokojnie mogę to powiedzieć: zaczęłam je tworzyć ponad 10 lat temu! Od tamtej pory sporo się zmieniło, dzisiaj każda strona musi się wyświetlać poprawnie na każdym możliwym urządzeniu mobilnym, itd. Jak widać - szłam z duchem czasu, nie zniechęcając się, bo powiem szczerze: uwielbiam to robić :D Szablon, który widzicie obecnie na Outfitowni, też jest mojego autorstwa. Myślę więc, że skoro zdziwienie tym wpisem już opadło, możemy przejść do najważniejszej części tego posta :)

Darmowy szablon na Bloggera do pobrania - Victoria

Victoria to propozycja przejrzysta, dość minimalistyczna, ale jednocześnie prezentująca wiele efektów, które subtelnie dodają jej "pazura". W wersji domyślnej paleta kolorystyczna to odcienie szarości, czerń i kobiecy, malinowy róż, jednak wszystkie kolory wraz z czcionkami, każdego elementu z osobna, możesz zmienić w Projektancie szablonu Bloggera (tak, jak w standardowym szablonie Bloggera: Motyw > Dostosuj > Zaawansowane) - nie musisz znać się na kodowaniu, poradzisz sobie używając tylko i wyłącznie Projektanta :)

Szablon jest w pełni responsywny, czyli wyświetla się na wszystkich urządzeniach mobilnych poprawnie i jest czytelny. Do szablonu dołączam pełną dokumentację - instrukcję instalacji wraz z poradami, wskazówkami, itd., więc bez problemu go zainstalujesz u siebie i dostosujesz :)

Jak widać, na stronie głównej posty wyświetlają się w postaci kafelek, z pierwszym obrazem w poście jako jego okładką. Cała "kafelka" powstaje automatycznie (łącznie ze skracaniem posta), więc nie musisz dodawać przycisku "Czytaj więcej" ręcznie. Gadżety możesz dodawać do kolumny bocznej oraz do 3 kolumn w stopce.


Jeśli miałabym wymienić jedną rzecz, z której szczególnie jestem zadowolona w tym szablonie, to wygląd postów. Po kliknięciu w dany post pojawi się ciekawy pager "starszy post / nowszy post" pod treścią posta, dodatkowo wyróżnione zostały pola etykiet i przycisków udostępniania. Ładny wygląd otrzymały też cytaty (każdy dodany przez Ciebie cytat będzie tak wyglądał) oraz komentarze - przyciski w takim stylu wyglądają zdecydowanie bardziej zachęcająco do pozostawienia po sobie śladu na blogu :)

Na słowo komentarza zasługuje również gadżet Etykiety. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy lubią mieć na stronie głównej kilkadziesiąt i więcej etykiet w tym widgecie, więc przewidziałam taką ewentualność w szablonie, szczegóły znajdziesz w instrukcji ;)


Darmowy szablon na Bloggera Victoria - co zawiera (w skrócie)?

✔ Gadżet Strony (menu)
✔ Gadżet Obserwuj przez e-mail
✔ Gadżet Popularne posty
✔ Gadżet Polecany post
✔ Ikony udostępniania pod postami
✔ Ładny wygląd stopki posta (po otwarciu)
✔ Ładny wygląd komentarzy (z przyciskami)
✔ Niestandardowe okienko cookies (informacja o ciasteczkach)
✔ Gadżet Wyszukiwarka
✔ Gadżet Etykiety
✔ Gadżet Instagrama
✔ Gadżet z logo i social ikonami (w stopce)
✔ Archiwum w formie listy
✔ Automatyczne zwijanie postów
✔ Automatyczne okładki postów

Techniczne cechy darmowego motywu na Blogspota Victoria

Obrazy wstawiaj do posta w oryginalnym rozmiarze! Zobacz w instrukcji szablonu, jak to zrobić.
Minimalna szerokość obrazów w postach to 840px.
➤ Wysokość nie ma znaczenia - możesz wstawiać obrazy zarówno pionowe, jak i poziome.
➤ Obrazy szersze niż 840px zostaną automatycznie zeskalowane (nie musisz ręcznie zmieniać ich rozmiaru przed załadowaniem).
➤ Wymagane przynajmniej 1 zdjęcie na post.
➤ Minimalna liczba znaków w poście: 350.

Licencja

Szablon otrzymujesz na licencji niewyłącznej, w ramach której możesz go wykorzystać na dowolnej ilości swoich blogów (zarówno do użytku personalnego, jak i komercyjnego). Możesz modyfikować szablon na własny użytek (z wyjątkiem usuwania informacji o autorze szablonu).
Istnieją ograniczenia - zabronione jest:
◆ modyfikowanie, kopiowanie całego szablonu lub części jego kodu w celu stworzenia nowego szablonu i udostępniania go osobom trzecim zarówno bezpłatnie, jak i jako produkt płatny,
usuwanie informacji o autorze ze stopki szablonu i sugerowanie, że jest się jego autorem - szablon jest zabezpieczony, jeśli usuniesz informację o autorze ze stopki Twoja strona przestanie działać, chyba że zainstalujesz szablon z oryginalną wersją stopki ponownie - proszę, szanuj moje prawa jako autora,
udostępnianie szablonu osobom trzecim i umieszczanie go na innych stronach, chmurach itp. z możliwością pobrania go.

Wsparcie techniczne

Darmowe szablony nie obejmują mojego, indywidualnego wsparcia technicznego. Szablon instalujesz samodzielnie w oparciu o instrukcję - nie oferuję instalacji.
Jeśli masz pytania techniczne odnośnie instalacji tego szablonu, nie wysyłaj ich mailem. Zostaw je proszę w komentarzu pod postem z szablonem. Dzięki temu moje odpowiedzi będą służyć też innym :)


Myślę, że wystarczy już tego gadania :) Powyżej linki do podglądu na żywo (najlepiej obejrzeć ten szablon w akcji:D) oraz do pobrania.

Na sam koniec chciałabym ogłosić, że poszukuję 2-3 osób chętnych do testów wersji bardziej zaawansowanej: z gadżetami takimi, jak slider polecanych postów, mobilnym menu, gadżetem podobne posty i wiele innych :) Jeśli spełniasz te warunki:
✔ masz już spory staż w blogowaniu na Bloggerze (twój blog ma ponad rok),
✔ instalowanie szablonów nie jest Ci obce, już instalowałaś pobrane w sieci szablony,
✔ podoba Ci się Victoria w przedstawionej wyżej wersji i chętnie weszłabyś w posiadanie wersji zaawansowanej,
napisz do mnie koniecznie na outfitownia@gmail.com. Przedstawię Ci wersję zaawansowaną i jeśli Ci się spodoba - dostaniesz ją. Jedyne, czego oczekuję w zamian, to przeklikanie funkcji w Projektancie szablonów i zdanie mi po tygodniu użytkowania jakieś obszerniejszej relacji i przedstawienie opinii na temat szablonu :)
Jak Wam się podoba ten szablon? Będę wdzięczna za Wasz feedback :) To też pomoże mi w tworzeniu następnych.

Do usłyszenia we wtorek!
Tov

piątek, 28 czerwca 2019

Ulubieńcy czerwca - bez nich nie wiedziałabym, jak żyć!


Czerwiec minął pod znakiem niemiłosiernych upałów, ale także kilku kosmetycznych hitów, muzycznych nowości i, o dziwo, serialowej uczty na miarę wydarzenia roku. Tak, dobrze widzisz! Wcale nie kwiecień (premiera 8. sezonu "Gry o tron") okazał się serialowo najlepszym miesiącem roku, bo moim zdaniem czerwca nic nie pobije. Zainteresowanych tym, gdzie się podziewałyśmy tyle czasu, odsyłam do końcówki posta, bo nie chciałabym odchodzić teraz od głównego tematu - na dole znajdziecie wyjaśnienia i "rozkład jazdy" Outfitowni na lipiec :) A teraz zaczynamy, bo hitów jest wiele, a czasu mało!

Ulubieńcy kosmetyczni

1. AA Oxygen, Podkład do twarzy kryjąco-dotleniający 
Podkładu co prawda nie zakupiłam teraz, ale dopiero teraz rozpoczął się ten sezon upałów, więc mogłam go przetestować w ekstremalnych warunkach. Moje wrażenia? To jest najlepszy podkład, jaki kiedykolwiek ten kosmetyczny świat widział! Jestem nim absolutnie zachwycona. Treningi i upały? Nie ma problemu! Podkład trzyma się fantastycznie nawet w tak ekstremalnych warunkach, nie spływa, "nie ciasteczkuje" i najważniejsze - pozostaje w dalszym ciągu niewidoczny na skórze! To fantastyczna propozycja dla osób, które cenią sobie naturalność - ja osobiście nienawidzę, gdy podkład jest mocno widoczny i choć uwielbiam Healthy Mix od Bourjois czy Colorstay od Revlon,  to były u mnie w użyciu wiosną, jesienią i zimą, a latem po prostu całkowicie rezygnowałam z podkładu, bo były zbyt widoczne. No i teraz nie muszę rezygnować, bo Oxygen od AA jest rewelacyjny <3 Jest jak druga skóra - wyrównuje koloryt, kryje co trzeba (ja mam niewielkie niedoskonałości, małe blizny punktowe), pozwala skórze oddychać, nie pozostawia uczucia "maski" na twarzy. Kogo nie zadowoli? Osób, które borykają się z ciężkimi niedoskonałościami skóry, ale wydaje mi się, że takie osoby wybierają raczej produkty specjalistyczne, które mają za zadanie nie tylko kryć.
Cena regularna w Rossmannie: 19,99zł, więc tym bardziej rewelacyjnie, a na promocji jeszcze lepiej :D Kupiłam, bo poleciła go kiedyś Blonde Kitsune i jej recenzja była również pozytywna, no i się nie zawiodłam :) 

2. NYX Professional Makeup, Glitter Primer - klej do brokatu
Osobie, która wymyśliła ten produkt, przyznałabym kosmetycznego Oscara! Jest to absolutny niezbędnik latem, gdy każde obsypanie się błyszczących cieni z powieki (nie mówię tylko o czystych brokatach, ale o zwykłych cieniach z połyskiem, metalicznych, satynowych, perłowych) w ciągu dnia powoduje w słońcu efekt cery, która przeżyła zderzenie z rozpędzonym sypkim rozświetlaczem :D Wystarczy niewielka ilość nałożona na powiekę pędzelkiem, a następnie wprasowanie takiego cienia na położony klej (również pędzelkiem, punktowo, bez tradycyjnego rozcierania). Efekt? Nie musisz potem czyścić połowy twarzy z tego, co się obsypało, a ponadto będziesz cieszyć się do końca dnia powieką, na której wszystko jest na swoim miejscu, bo makijaż oka z tym klejem jest nie do ruszenia aż do momentu zmycia go wieczorem. Klej powoduje też przepiękny "skutek uboczny": wydobywa blask z cienia, nawet marne cienie nabierają dzięki niemu połysku i koloru, dostają nagle maksymalnej pigmentacji. Dla mnie to jest rewelacja, bo mam mnóstwo cieni swoich 7 paletkach MUR, których użyłam wcześniej tylko raz, bo akurat okazało się, że na mojej powiece ich nie widać, a tu nagle z tym klejem mogę mieć na oku każdy kolor z paletki, i wygląda dokładnie jak w paletce - nic nie traci :) Ocena 4,8/5 na Wizażu mówi sama za siebie!
Cena w Douglas: 37,90zł, ale stacjonarnie nie udało mi się tego dostać w kilku ich sklepach, dlatego polecam kupić online - taniej i bez wychodzenia z domu :)


3. Duetus żel myjący do twarzy
Absolutny hit! Zużyłam już drugie opakowanie w ostatnim czasie i wiem, że nigdy nie zmienię już żelu do twarzy! Zawsze miałam problem z tymi typowo drogeryjnymi żelami - Garnier, Nivea.. Wszystkich po kolei miałam dość, skóra była po umyciu napięta, przesuszona mocno, bez przerwy potrzebowała peelingu, a niedoskonałości wcale nie było mniej. I nagle te wszystkie problemy się skończyły wraz z pierwszym opakowaniem tego żelu :) Fantastycznie się pieni i pachnie (zupełnie nie przypomina innych kosmetyków naturalnych na rynku, bardzo pozytywne zaskoczenie), doskonale oczyszcza, bardzo wydajny (wystarczy jedna doza produktu), cera wydziela mniej sebum i mniej niedoskonałości się pojawia. Ponadto nie muszę już teraz tak często peelingować skóry, ma lekkie, ale zauważalne właściwości złuszczające :) No i najważniejsze - nie przesusza, ani trochę. Osoby, które nie zawsze nakładają krem na twarz po umyciu (jak ja:D), docenią to <3 Czuć i widać, że skład jest rewelacyjny.
Cena regularna w Naturze: 19,99zł, ale na promocji można go dostać za ok. 15 zł, więc rewelacyjna cena, bo prawdę mówiąc - za tą jakość jest naprawdę wart nawet tych dwudziestu złotych.


4. BEBIO, Ewa Chodakowska, naturalny żel pod prysznic bambus i trawa cytrynowa
Żel kupiłam z ciekawości, ponieważ od długiego czasu szukałam jakiejś naturalnej propozycji, która nie wysuszałaby mi skóry (mam z tym ogromny problem i od ponad roku w ogóle nie mogę używać żeli typu Dove czy Palmolive), ale z którą bym też nie zbankrutowała. Trenuję 4, czasem 5 razy w tygodniu, więc żel pod prysznic to coś, co u mnie zużywa się z prędkością światła. Próbowałam już wielu żeli, m. in. Vianek, ale przerażała mnie cena ok. 20zł za tak niewielką pojemność przy bardzo niskiej wydajności (potrzebna była cała garść tego żelu, żeby umyć ciało) i brak w ofercie opakowania "ekonomicznego". Aż tu nagle pojawiła się duża butla żelu BEBIO w Rossmannie, więc spróbowałam i jestem na TAK! Jedno opakowanie już prawie za mną, skóra przestała się przesuszać, nie zbankrutowałam z kosmetykiem naturalnym przy tak częstych kąpielach, dodatkowo nie muszę po każdej kąpieli konserwować się balsamem, by skóra nie była sucha :) No i wydajność zdecydowanie lepsza: 3-4 dozy produktu w zupełności po ciężkim treningu wystarczą, by umyć całe ciało. Jedynym minusem jest zapach, ale do tego w kosmetykach naturalnych jestem przyzwyczajona, że nie pachną jakoś wyjątkowo mocno.
Cena regularna w Rossmannie: 19,99zł, ale na promocji można go dostać za ok. 15 zł, więc rewelacyjna cena, bo prawdę mówiąc - za tą jakość jest naprawdę wart nawet tych dwudziestu złotych.


5. DELIA COSMETICS, Cleaner, antybakteryjny odtłuszczacz do paznokci
Produkt, który pozwala mi się cieszyć lakierem na paznokciach dłużej niż 1 dzień! Działa cuda na mega problematycznych paznokciach. Moje są nierówne - fałdki, jakieś punktowe wgniecenia na porządku dziennym, do tego strasznie się wyginają (hitem było ścięcie paznokcia przy samej skórze jednorazową foliową reklamówką), więc każdy lakier po prostu mi na paznokciach pęka, łamie się i odpryskuje. Standardowo jeśli pomalowałam je rano, wieczorem już miałam odpryski. Ten odtłuszczacz rozwiązał ten problem! Przedłuża żywotność lakieru na moich problematycznych paznokciach do 4 dni bez szczególnego starania się, żeby uważać na paznokcie, ostrożnie się z nimi obchodzić, i ten wynik jest u mnie rekordem! Gdybym się postarała (czyli: nie chodziłabym do stresującej pracy, gdzie wszystko robię w pośpiechu, nie waliła paznokciami w klawiaturę cały dzień, itd.) to może lakier przeżyłby nawet 6 dni (mowa tu o nie jakichś wybitnie żywotnych, budżetowych lakierach, np. z Golden Rose).
Cena regularna w Rossmannie: 7,99zł, ale jeśli jeszcze nie korzystałyście z obecnej promocji 2+2 to w ten weekend zdążycie go jeszcze zakupić w ramach tej promki właśnie, zdecydowanie warto! 


6. Pierre Rene, Liquid Primer - Utrwalacz do makijażu w droperze
Kupiłam to cudo, bo szkoda mi było mojej pomady do brwi Wibo, która po 2 tygodniach od zakupu stała się kamieniem i nie nadawała się do użytku. Produkt jest absolutnie fantastyczny i nie wyobrażam już sobie nie mieć go w kosmetyczce! Według opisu producenta wystarczy kropla produktu. Moim zdaniem to niedopowiedzenie: do użycia z pomadą wystarczy musnąć końcówkę pipety (opróżnionej) pędzelkiem, żeby mieć na nim 1/5 standardowo dodanej kropli, bo pełna kropla do pomady to dużo za dużo! Mega wydajny, a z pomady robi jeszcze lepszy produkt niż w dniu jej zakupu :) Testowanie do cieni na mokro jeszcze przede mną, ale na pewno wypróbuję ten utrwalacz do nakładania ich jak eyeliner :) Przedłuża trwałość, ułatwia aplikację kosmetyku, a do tego nie tworzy sztywnej powłoki - jest w ogóle niewyczuwalny na skórze. 
Produkt kupiłam w Hebe na promocji za ok. 17zł, więc był to interes życia! 

Ulubieńcy muzyczni

1. Bastille "Doom Days" (album)

Strasznie dłużyło mi się oczekiwanie na nowości od Bastille, ale wreszcie się doczekałam! Jeśli lubicie muzykę Bastille i ten klimat, jaki mają ich utwory, to z "Doom Days" też się polubicie :)

2. Sam Fender "Hypersonic Missiles"

Jakoś tak się stało, że przegapiłam opublikowanie tego klipu na YT i w zasadzie ogarnęłam jego istnienie na początku tego czerwca. Od tamtej pory słucham tej piosenki codziennie :D Sam Fender to jest w ogóle moje wielkie odkrycie jeszcze z jesieni zeszłego roku. 15 listopada pojawił się na YT klip do piosenki "That sound" i już wiedziałam, że będę fanką. Sam ma 23 lata (sic! jestem od niego starsza o 4 lata! #tenmomentgdynicwżyciunieosiągnęłaświelkiego) i ogromny talent, dzięki któremu jeszcze przed wydaniem pierwszego dużego albumu (o tym samym tytule jak piosenka wyżej, wg Empiku premiera będzie 13 września, choć inne strony podają 9 sierpnia - o co kaman?) praktycznie podbił rynek muzyczny w swoim kraju, a teraz rozpocznie się ekspansja jego muzyki poza Wielką Brytanię - niestety Polska nie znalazła się na liście obecnej trasy koncertowej, ale wszystko przed nami. Ja na jego pierwszy koncert w Polsce kupię bilet na pewno!

Ulubieńcy serialowi

Dark - 2. sezon
żródło: IMDB.com
Zacznę od tego, że wiele, naprawdę wiele było premier w tym miesiącu: "Big little lies", "Black mirror", "Jessica Jones" i wiele, wiele innych tytułów. Myślałam, że pół tego posta to będą seriale i że będzie problem z wybraniem ulubieńca, ale po obejrzeniu 2. sezonu Dark nie mam już wątpliwości: to nie tyle najmocniejsza propozycja miesiąca, co - być może - najmocniejsza pozycja tego roku w ogóle! 2. sezon wbija w fotel, pędzi niczym błyskawica i nie pozostawia widzom zbyt wiele czasu na przetwarzanie nowych informacji. Twórcy nie obchodzą się z nami jak z jajkiem i akcja dzieje się już od pierwszych sekund. Jeśli sezon 1. wciąż przed Wami lub nie pamiętacie już zbyt dobrze, co się w nim działo, warto obejrzeć go jeszcze raz przed oglądaniem sezonu 2., bo naprawdę trzeba go oglądać uważnie, z umysłem "na pełnych obrotach", żeby przetrawić to wszystko. Serial miazga. Jeśli czujecie niedosyt po irracjonalnych zakończeniach wątków w ostatnim sezonie "Gry o tron", "Dark" będzie idealny, by się tego niedosytu pozbyć - twórcy od początku do samego końca mają na to pomysł, historia jest zamknięta, a fabuła to jubilerska wręcz robota :) 2. sezon naprawdę trzyma poziom pierwszego, jest sporo zaskoczeń i zwrotów akcji, muzyka wciąż fantastyczna, aż powoduje gęsią skórkę. Jest SUPER!


Gdzie byłyśmy, gdy nas nie było? :D

Powodów naszej nieobecności nie sposób wyliczyć, by czegoś ważnego nie pominąć, więc: najistotniejsze jest to, że moja sistera ma za kilka dni obronę magisterki i intensywnie pracuje naukowo, ja natomiast przez kilka miesięcy budowałam COŚ (tak! Dla Was!), żeby wreszcie ten mój projekt ujrzał światło dzienne :D Na lipiec planuję przynajmniej 3 posty kosmetyczne/lifestylowe oraz posty dotyczące wspomnianego "projektu", a pierwszy z nich pojawi się już w środę! Jestem ogromnie ciekawa, jaki będzie Wasz feedback, będę też szukać chętnych do współpracy, więc zapraszam serdecznie! Szczegóły już w środę :) Natomiast od sierpnia mam nadzieję, że moja sisa tu do Was wróci (a może zrobi nam szybciej niespodziankę?) :D

A co podbiło Wasze serca w czerwcu? Jestem ciekawa Waszych hitów :)
Trzymajcie się ciepło!
Tov