środa, 17 października 2018

Chorwacja bez biura podróży cz. 2 - kosztorys moich wakacji (lot, nocleg, życie)

Czy wciąż wzdychasz do zdjęć znajomych z ich wakacji? A czy wiesz, że też możesz wyjechać za granicę i to za niewielkie pieniądze? Jakiś czas temu pisałam o moich wakacjach w Chorwacji. Dziś pokażę Wam, ile to wszystko kosztowało i jak śmieszne pieniądze wydałam na te wakacje:) Ostatnio było dużo zdjęć - pokazałam Wam wiele miejsc, które widziałam i przybliżyłam główne punkty mojej wyprawy. Sporej części z Was spodobały się ogromnie te widoki, które uwieczniłam na zdjęciach, znalazły się też osoby, które w ogóle nie zdawały sobie sprawy z tego, że loty do Chorwacji są tanie. Dziś pokażę Wam, jak krok po kroku analizowałam opłacalność wczasów na własną rękę, jak taka opcja wakacji wygrała ze wszystkimi biurami podróży i na co ostatecznie się zdecydowałam, w jakich cenach. Jeżeli na widok poprzednich zdjęć zastanawialiście się: "Ile to kosztuje?" - to jest ten moment, gdy przybywam z odpowiedzią:D

Jak zrezygnowałam z biura podróży?

Przeglądając oferty biur podróży, z bólem serca stwierdziłam, że za 1200zł od osoby bez wyżywienia mogę mieć co najwyżej standard poniżej wszelkiej krytyki. Niestety, należę do osób, która w klimacie PRL-u i ogólnego złego stanu technicznego wyposażenia w bazie noclegowej nie wypoczywa najlepiej, wręcz w ogóle - taki wyjazd tylko mnie męczy. Uwielbiam dobrze urządzone wnętrze, łóżko musi być wygodne, a łazienka czysta, bez "grzybobraniowych niespodzianek", których aż strach dotknąć. Dlatego każdy potencjalny hotel, który brałam pod uwagę, prześwietliłam dokładnie.

Szybko okazało się, że prezentacja hoteli przez biuro podróży często nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a jedynym rzetelnym źródłem są opinie i zdjęcia innych wczasowiczów np. na portalu TripAdvisor. Cała reszta, pokazana na stronie biura podróży, często jest mało aktualna, nieadekwatna do rzeczywistości, a czytając opinie podróżujących, często wręcz fikcyjna - rzeczywistość wyciągnięta z Photoshopa! Hoteli, które były oceniane na stronie biura podróży na mniej niż 4,5/5 (np. na travelplanet.pl) nawet nie opłacało się rozważać. Z kolei, gdy znalazłam hotel 5/5, na Tripadvisor skutecznie mnie przed nim ostrzeżono. Wystarczyło tylko poprzeglądać apartamenty w internecie, by dojść do prostego wniosku - rezerwując na własną rękę można mieć 4 gwiazdki za 500zł/os., mając dużą kuchnię ze zmywarką, wszystko sprawne, zadbane, czyste. To był czynnik decydujący.


Drugim czynnikiem, który mnie odstraszył w ofertach biur podróży, był overbooking. Dla osób, które nie słyszały o czymś takim: overbooking polega na tym, że hotel oddaje do dyspozycji biura podróży więcej miejsc noclegowych niż faktycznie posiada na wypadek, gdyby ktoś nie przyjechał/odwołał. Jest to zabezpieczenie przed stratami, żeby zawsze mieć full gości. Co jednak w przypadku, gdy nikt nie odwoła? Już mówię - przyjeżdżasz na miejsce i dowiadujesz się, że nie ma dla Ciebie miejsca. Pal licho, jeśli to nie są Twoje pierwsze i jedyne wakacje w życiu, bo Cię stać i jeździć raz na 3 miesiące, ale w sytuacji, gdy mają to być Twoje tzw. "wakacje życia", zjawisko to - przynajmniej w moim odczuciu - jest nie do przyjęcia. Owszem, zdarza się to rzadko i owszem, biuro podróży za to nie odpowiada, nie jest niczemu winne i być może w takiej sytuacji (w większości przypadków im się to udaje) zaproponuje alternatywne, lepsze miejsce noclegowe, ale osobiście nie wiem, czy cokolwiek byłoby w stanie zrekompensować mi taki stres na moich wakacjach. Sama, bez pośredników, jestem w stanie dać sobie 99,9% pewności w kwestii noclegu.

Ostatnim czynnikiem było to, że wybieraliśmy się w grupie aż 8-osobowej, zatem potrzebowaliśmy przestrzeni i dobrych warunków, żeby też była możliwość przygotowania jakiegoś posiłku. Pod tym względem apartament wygrywał z ciasnym, hotelowym pokojem.

Wybór przewoźnika i koszt lotu

W tym roku mieliśmy do wyboru 3 lotniska, z których mogliśmy dolecieć do Chorwacji bezpośrednio. Mieszkam w Zielonej Górze, więc do Chorwacji najbliżej mi z Berlina - na pokładzie tanich linii lotniczych Ryanair można się dostać do Zadaru. Niestety, ze względu na ciągłe sytuacje odwoływania lotów odradzam tego przewoźnika. Mniej-więcej od 2-3 lat obserwowane są w sezonie ich braki kadrowe, przewoźnik odwołuje loty w ostatniej chwili i tak naprawdę zostawia pasażerów na pastwę losu. No bo co z tego, że oddadzą nam kasę, jak nie mamy innej możliwości dostania się na wakacje w danym terminie? Z tego powodu zdecydowanie wolę latać na pokładzie Wizzaira. Z Polski do Splitu można dolecieć tą linią z Katowic lub Warszawy, więc jest jakiś wybór. :)

Jechaliśmy tam pierwszy raz, dlatego nie chcieliśmy, by to było takie minimum. Zależało nam na niskobudżetowym wypadzie, ale przy maksimum komfortu. Podając koszt od osoby, za wszystko zapłaciliśmy ok. 700zł/os. (niecałe, bez kilku złotych), a wykupiliśmy sporo najpopularniejszych usług: Wizz Priority, bagaż rejestrowany (jeden 20-kilogramowy na parę), wykupiliśmy konkretne miejsca i Wizz Discount Club na rok (opłata za członkostwo rozłożyła się na liczbę osób, a bilety były dużo tańsze).

CENA LOTU: 700zł/os. z usługami dodatkowymi (bez usług byłoby ok. 400zł)

Wybór noclegu - apartamenty

Zdecydowaliśmy się na rezerwację - jak zawsze - przez stronę Booking.com, która ma sporo korzyści. Opiszę je dokładniej w kolejnym poście. ;) Dziś chcę się skupić na tym, co udało nam się zarezerwować i za ile. Ze względu na to, że lot był do Splitu musieliśmy szukać czegoś w okolicy. Nasz wybór padł na Villę Kordić. Obczajcie sobie na stronie. Nie muszę chyba mówić, że poziom tych apartamentów (pełne wyposażenie, nowe sprzęty, suszarka, tv, zmywarka, WSZYSTKO!!) to coś, czego żaden oglądany przeze mnie hotel nie zapewniał według opisu biura podróży. :) Łóżka były bardzo wygodne, a w ogrodzie można było się częstować świeżymi warzywami. Magia! Zresztą zobaczcie opinie i ocenę na stronie Bookingu. Nic więcej dodawać nie trzeba.

Dla naszej 8-osobowej grupy wzięliśmy łącznie 2 apartamenty, każda para miała swoją sypialnię, nikt nie spał na kanapie w salonie.

CENA NOCLEGU: 500zł/os. za tydzień

Wydatki dodatkowe - życie, bilety wstępu, rozrywka

Od samego początku nie mieliśmy złudzeń. Wiedzieliśmy również doskonale, że nawet gdybyśmy pojechali do Grecji z biurem podróży, potrzebowalibyśmy ok. 1000zł/os. dodatkowo, żeby na miejscu nie okazało się, że gdzieś nie popłyniemy, czegoś nie zobaczymy, z czegoś nie skorzystamy. Na taki wypad jedzie się raz na jakiś czas i gdy ktoś nie potrafi i nie zamierza spędzać całych dni w hotelowym basenie to niestety, ale do ceny wycieczki należy doliczyć ten dodatkowy koszt ;) W przypadku Chorwacji 700zł/os. to jest absolutne minimum na tydzień, by sobie nie odmawiać niczego i nie rezygnować z płynięcia promem, dojazdów do innych miasteczek, zwiedzania. Toteż na wszelki wypadek każdy z nas przygotował sobie ok. 1000 zł rezerwy (wymienione na euro - wymiana euro na kuny chorwackie na miejscu to najkorzystniejsza opcja, jeśli chodzi o kursy walutowe), na wydatki związane z pobytem tam: jedzenie, bilety, transport promem lub autobusem, itd. Ostatecznie sporo euro wróciło z nami do domu i wydaliśmy jedynie ok. 670zł/os.

KOSZT ŻYCIA I WYDATKÓW: 670zł/os.

Koszty nieuwzględnione w kosztorysie

Nie uwzględniłam celowo dwóch wydatków wygenerowanych przez:
  • dojazd na lotnisko - każdy z Was ma do pokonania różną odległość, zakładam, że każdy wybierze dla siebie najkorzystniejszy środek transportu; my musieliśmy dojechać aż z Zielonej Góry, więc wiadomo, że i do Katowic, i do Warszawy blisko nie jest;
  • straty kursowe - walutę też wymienia każdy tam, gdzie może, więc dla jednych wymiana pieniędzy przeznaczonych na życie (w naszym przypadku 670zł/os.) będzie korzystniejsza i będzie więcej kun do wydania, a innym może wyjść, że wydali 690zł albo 650zł; dla ujednolicenia posługuję się więc tutaj złotówkami.

Podsumowanie wydatków - tygodniowe wakacje w Chorwacji

Poniżej zestawienie wszystkich kosztów za chorwacki tydzień w przeliczeniu na osobę:
  • lot: 700 zł (z usługami)
  • nocleg: 500 zł
  • życie i rozrywka: 670 zł
RAZEM: 1870 zł /os.
Gdybym jednak zrezygnowała z usług, bo nie ma wcale obowiązku ich wykupienia, koszty prezentowałyby się następująco:
  • lot: 400 zł
  • nocleg: 500 zł
  • życie i rozrywka: 670 zł
RAZEM: 1570 zł /os.

A Ty? Ile wydałaś na swoje wakacje? :D

Post o dokładnych przygotowaniach, wskazówkach, co zrobić, na jakie haczyki uważać, by zorganizować sobie wakacje jak najtaniej i bez problemów, pojawi się już za kilka dni, jest w przygotowaniu. Opiszę w nim:
  • jak przejść przez proces rezerwacji lotów, żeby było jak taniej,
  • co z bagażem i kiedy najlepiej go kupić,
  • jak zarezerwować nocleg, żeby było pewnie, bezpiecznie i żeby nie zniknęły nam pieniądze z konta..
...i wiele, wiele innych rzeczy, na które praktyka nakazuje mi uważać. Zainteresowani? Jeśli macie jakieś pytania, dam z siebie 200% odpowiadając! <3


Ile wydaliście na tegoroczne wakacje? Więcej, mniej? Ile Waszym zdaniem kosztuje tydzień wakacji nad polskim morzem? Czy otrzymujecie za tą kwotę taki standard, jak pokazany powyżej?
Chętnie posłucham o Waszych doświadczeniach:)

Do usłyszenia! 
Tov

środa, 3 października 2018

Pierwsze wakacje bez biura podróży - wspomnienia z Chorwacji

Naładowana pozytywną energią, wracam z relacją (właściwie to fotorelacją:D) z moich wakacji, które spędziłam w najcudowniejszym miejscu, jakie kiedykolwiek widziałam! Dziś opiszę szczegóły naszej (bo nie jechałam sama:D) wyprawy do Chorwacji - wyprawy, która nie tylko była moją pierwszą zagraniczną do tak ciepłego kraju, ale też pierwszą organizowaną samodzielnie, bez biura podróży. Wakacje spędzone w ten sposób okazały się strzałem w dziesiątkę! Ciężko było się pozbierać po powrocie do  kraju i sporo czasu mi to zajęło, ale w końcu tu jestem.

Zanim przejdziemy do Chorwacji, chciałabym napisać też parę słów o tym, dlaczego było tu tak cicho. Nie wiem, co było przyczyną spadku weny u mojej sis, która miała się tu trochę Wami zająć (tak, nie wyszło, ale od samego początku mówiłyśmy sobie: blog to ma być przyjemność i tego się trzymamy;)). U mnie jednak zdecydowało o tym tymczasowe wypalenie. Ostatni czas to był okres intensywnej pracy nad samą sobą i wyciągania wniosków. Z tego wszystkiego mogłabym napisać spory wpis o organizowaniu swojego czasu i swojej pracy, dlatego zostawię ten temat na następny raz, bo za kilka dni też trzeba o czymś napisać ;) Wybaczcie więc tą chwilową nieobecność i w ramach rekompensaty zapraszam wszystkich na post o najcudowniejszym miejscu, jakie kiedykolwiek widziałam!

Kaštel Lukšić

O tym, gdzie będziemy nocować, zadecydował praktycznie zwykły przypadek niecały rok temu. W listopadzie intensywnie przeglądaliśmy oferty biur podróży i z bólem serca stwierdziliśmy, że nie stać nas na wakacje w takim standardzie, jak byśmy chcieli. Jedyne satysfakcjonujące wczasy, jakie wówczas znaleźliśmy, oscylowały między 2000 a 2500 zł od osoby, w opcji bez wyżywienia (tylko nocleg i lot). Postanowiliśmy poszukać i lotów, i noclegu na własną rękę, w nadziei, że da się trochę zejść z tej ceny. Na przewoźnika wybraliśmy Wizzair ze względu na połączenie do Splitu (ceny naprawdę atrakcyjne), pozostało tylko znaleźć gdzieś przyzwoite warunki mieszkalne w tej okolicy. Zarówno ja, jak i mój facet, należymy do osób, którym kompletnie nie uśmiecha się spanie w warunkach rodem z PRL-u, gdzie nie wiadomo, jakie żyjątka możemy spotkać w takim łóżku czy pościeli... Przywiązujemy ogromną wagę do czystości, więc decydując się na nocleg, nie tylko zależy nam na prawdziwych zdjęciach konkretnego pokoju/mieszkania (dokładnie tego, które wynajmujemy, a nie przykładowych na stronie gospodarza/hotelu), ale też czystych ręcznikach, dokładnym wysprzątaniu po poprzednich lokatorach, itd. Po wielu godzinach wspólnych poszukiwań na Booking'u, szukając po zdjęciach, usłyszałam: Znalazłem! Obczaj, jak to zobaczysz to padniesz!. W ten sposób wybraliśmy Kaštel Lukšić (Villa Apartments Kordić) jako miejsce pobytu. I nie zawiedliśmy się, 4-gwiazdkowe apartamenty naprawdę okazały się fantastyczne:) Co ciekawe, koszt noclegu i lotów był znacznie niższy niż wspomniane 2000 zł (cały kosztorys pojawi się w kolejnym poście;)).
Choć na miejsce dolecieliśmy ok. 23:00 i było kompletnie ciemno, nie mogliśmy się oprzeć i od razu wyruszyliśmy na plażę, by pospacerować. Nie zapomnę do końca życia tego innego powietrza, pachnącego roślinnością klimatu środziemnomorskiego <3 Magia! Ale najlepszy widok (ten powyżej) ukazał nam się w dniu kolejnym, gdy zadowoleni wyruszyliśmy plażować w pełnym słońcu! 
Co ciekawe, Chorwacja jest tak inna od naszego kraju i tak piękna, że nawet w Kaštel Lukšić, gdzie teoretycznie nie dzieje się we wrześniu nic ciekawego i nie ma zbyt wielu atrakcji, na każdym rogu mogliśmy się zachwycać i podziwiać. Od razu czuliśmy tam klimat wakacji, niczym w tropikach - palmy robiły swoje! Do tego cudowna woda w morzu, wyjątkowo ciepła i czysta, a słona tak mocno, jakby na szklankę wody przypadała szklanka soli. Szybko odkryłam zaletę tak słonej wody - nie potrafię pływać na brzuchu (jedynie trochę na plecach), a tam woda unosiła mnie sama i pływałam tak długo, że ciężko mnie było wyciągnąć z wody!

Trogir

Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy przesiedzieli cały ten tydzień na plaży. Trzeciego dnia, gdy już nacieszyliśmy się dość morzem, wybraliśmy się do Trogiru. Miasteczko nie jest wielkie, ale jest bez wątpienia magiczne! Nigdy w życiu nie widziałam tak urokliwych uliczek. Samego zwiedzania nie było zbyt wiele, ale najważniejsze punkty zaliczyliśmy (twierdza Kamerlengo - widok z niej powyżej - i katedra św. Wawrzyńca to był nasz must have!). Moim zdaniem największe wrażenie robią mimo wszystko widoki - to, co zobaczyliśmy na szczycie katedry niemal zwaliło nas z nóg!
W sumie po samym miasteczku zrobiliśmy jakieś dwa okrążenia, bo nie mogliśmy się nacieszyć tym urokliwym miejscem. Naprawdę żal było wyjeżdżać! Akurat w ten dzień nie było rekordowo słonecznie, dlatego wykorzystaliśmy go do końca i zamiast wracać do domu, pojechaliśmy dalej, do Splitu.

Split

Co odróżnia Split od innych większych miast, jakie mamy w Polsce? Zdecydowanie WIDOKI! Już sam przejazd do tego miasta był rewelacyjny - autobus kursuje praktycznie wzdłuż brzegu i zbliżając się do tej miejscowości, można naprawdę podziwiać bez końca. Widoki naprawdę zapierają dech w piersiach! Samo miasto - jak to miasto - nie wydaje się na pierwszy rzut oka jakieś szczególnie inne od tego, co znamy z naszego kraju. Co kawałek reklamy nowych miejsc, gdzie można zrobić zakupy w H&M, nic specjalnego... Za to gdy przejdzie się dalej, w stronę portu, można zobaczyć coś, co zapada w pamięć na całe życie - pałac Dioklecjana! Przemierzało się go strasznie, w ogromnym wręcz tłumie, gdyż jest to jedna z tych atrakcji turystycznych, które chyba cieszą się popularnością cały okrągły rok, jednak było absolutnie warto - takiej architektury u nas nie znajdziecie;)
Oprócz pałacu Split wyróżnia się prześliczną promenadą przy porcie, pełną palm, kwiatów oraz miejsc, gdzie można usiąść i wypić kawkę. Szczerze polecam zatrzymać się tam na trochę dłużej, by pospacerować i poczuć klimat tego miejsca! Bez wahania ruszyliśmy też do portu, by zapoznać się z ofertą promów (cóż to byłby za wyjazd do Chorwacji, gdybyśmy bytowali tylko na stałym lądzie?!) i szczęśliwie zdarzyło się tak, że 2 dni później znów odwiedziliśmy Split, tym razem udając się od razu do kolejki przy kasie biletowej promów Jadrolinija:D Chociaż wróciliśmy z tej wyprawy dość późno (jednym z wieczornych busów), nic nie przeszkodziło nam w tym, by jeszcze tego samego dnia pójść na plażę najbliższą naszemu lokum i pływać dalej. To było bezcenne uczucie - móc pływać nawet wieczorem w tak ciepłym morzu!

Wyspa Brač - miasto Supetar

Przyznam szczerze, że gdy próbowałam zaprzyjaźnić się z tym miastem z pomocą wujka Google przed wyjazdem, szło opornie. Raczej nie znalazłam jakichś powalających zdjęć, które przekonałyby mnie do odwiedzenia tej miejscowości. Jednak prom kosztował tylko 33 kuny w jedną stronę (ok. 20 zł), więc aż żal było nie popłynąć na wyspę Brač i nie sprawdzić, jak tam jest, czy różni się czymś od stałego lądu. Gdy tylko zaczęliśmy dopływać do portu w miasteczku Supetar, od razu zmieniłam zdanie!
Jeśli ktoś będąc na stałym lądzie zakocha się w chorwackich plażach i tej czystej wodzie, to będąc na wyspie - przysięgam - zacznie się zastanawiać, czy jeszcze jest na ziemi, czy już w niebie. Woda jest nieskazitelnie czysta! W porównaniu do tej na wyspie pływaliśmy do tej pory w wodzie brudnej! Do tego zupełnie inny, bardziej tropikalny klimat wysp - palmy, naturalna roślinność, nawet kaktusy... Wszystko to składało się na magiczne miejsce, z którego nie chciało się odpłynąć nigdy. 
Co prawda plaża, która spodobała nam się najbardziej (idąc przy brzegu, obchodząc dookoła mauzoleum rodziny Petrinović), miała dość niebezpieczne zejście, pełne przesuwających się kamieni sporych rozmiarów (wyspa raczej cała jest skalista, jak na zdjęciu wyżej), ale i tak było super! :)
Co jeszcze spodobało nam się w Supetarze? Zaplecze gastronomiczne! Jedzenie było wyśmienite i jak na miejscowość turystyczną naprawdę niedrogie. W restauracjach bez problemu spotkacie menu po polsku w karcie, w a tej, którą my wybraliśmy, podszedł do nas kelner mówiący po polsku. Spotkaliśmy też sprzedawcę lodów, który miał koszulkę z napisem "najlepsze lody w Supetarze!" :) Oprócz tego znalazło się sporo uliczek i miejsc, gdzie można było pospacerować - magia:) 
Największa niespodzianka jednak - jak się okazało - spotkała mnie wśród najbardziej stromych i ostrych skał, w przepięknym i nieco dzikim miejscu. Tamtejszych widoków nie zapomnę do końca życia, a miejsce to stało się szczególnym w moim sercu <3 Oby tylko nigdy nic nie zniszczyło tej części wyspy, bo zamierzam tam kiedyś wrócić:D Od tamtego dnia minęło już sporo czasu, a ja wciąż nie mogę w to uwierzyć, że to się wydarzyło naprawdę! O zdjęciach nadających się do opublikowania totalnie nie myśleliśmy, więc trzeba było coś cyknąć na lądzie, gdy opadły emocje (choć u mnie jeszcze długo nie opadną;)).
Gdy wracaliśmy promem, słońce już zachodziło. Żal było wracać na stały ląd, niemniej resztę urlopu wykorzystaliśmy najlepiej, jak tylko się dało, korzystając z morza do samego końca. 

Czy było warto?

Jeśli ktoś z Was wciąż się zastanawia, czy warto jechać za granicę na wakacje, czy jednak zostać przy znanej już od lat Polsce (ze wszystkimi naszego kraju "urokami", czyli według znanego nam wszystkim scenariusza: Morze Bałtyckie, ceny niemieckie, pogoda angielska), to mogę Wam powiedzieć jedno: przestańcie się zastanawiać i jedźcie! Prawda jest taka: jeśli stać Was na wakacje nad polskim Bałtykiem, to stać Was i na wakacje w Chorwacji! 
Tanich lotów jest naprawdę wiele (do kupienia na przyszły rok nawet teraz!), a załatwienie bajkowego noclegu w absurdalnie niskiej cenie jest łatwiejsze, niż komukolwiek się wydaje (i pewne - rzekłabym, że pewniejsze od wycieczek z biurem podróży, gdzie zdarza się w wielu hotelach overbooking i okazuje się, że nie ma gdzie spać, pomimo iż za wczasy się zapłaciło). 

Przekonani? Dalej nie? Jeśli macie jakieś obawy związane z wyjazdem na własną rękę, koniecznie pytajcie! Przez ponad rok śledziłam różne portale dla podróżników-amatorów, szukając sposobów na niskobudżetowe (ale i na poziomie!) wakacje za granicą i chętnie rozwieję Wasze wątpliwości. Planuję też zrobić jeszcze przynajmniej jeden post z kosztorysem takich wczasów (może i drugi ze wskazówkami, jak nie dać się nabić w butelkę i nie ponosić dodatkowych kosztów?), więc zadawajcie pytania, odpowiem chętnie!

Byliście kiedyś na wakacjach w Chorwacji? A może zamierzacie się wybrać? Z biurem podróży czy bez? Organizujecie takie wyjazdy na własną rękę czy nie ma szans, nie wiecie jak, obawiacie się czegoś? Koniecznie dajcie znać!

Tov

niedziela, 26 sierpnia 2018

Jak tanio urządzić balkon w bloku? Metamorfoza do 900zł, gdy nie masz nic, nawet podłogi!

W naszym "domu" w bloku mieszkamy z moim facetem już 2 lata i dopiero w tym roku zaczęliśmy korzystać w pełni z naszego balkonu. Wcześniej nie interesowaliśmy się tą przestrzenią, skutecznie odstraszał nas jej wygląd. W dzisiejszym poście pokażę Wam, jak z pustego balkonu, na którym nie było absolutnie nic, nawet podłogi (sam beton!), stworzyliśmy sobie przestrzeń do wypoczynku i pracy ze zdjęcia powyżej. :)

Ze względu na to, że tworząc w wolnych chwilach szablony czy ucząc się, sporo czasu spędzam przed komputerem, pomyślałam, że o wiele fajniej byłoby pracować na świeżym powietrzu przy kubku kawy. Tak zrodził się pomysł wykorzystania wreszcie naszego balkonu, który przecież jest naprawdę niemałą, dodatkową powierzchnią. Wyzwanie było naprawdę spore - balkon był w opłakanym stanie, barierka krzywa i niemalowana chyba jeszcze od czasu wybudowania bloku (1991), ściany pełne były dziur i nie nadawały się do pomalowania, a podłoga... Sam beton! Brak słów, by to opisać, więc zobaczcie na zdjęciach, jak fatalnie, ohydnie to wyglądało.

Remont balkonu od zera do 900zł - czy to możliwe?

Wiedziałam doskonale, że nie wystarczy kupić kilku dodatków, bo należałoby zacząć od podłogi, by móc chociaż na ten balkon jakoś wyjść bez obrzydzenia. W związku z tym liczyłam się z tym, że nie urządzimy tej przestrzeni od zera za 400zł, tym bardziej, że nie mieliśmy absolutnie nic, nawet mebli. Przeznaczyliśmy więc łącznie 900zł budżetu na całość: 500zł na remonty budowlane (podłoga, ściany, barierka), 200zł na meble (stolik, 2 krzesła) oraz drugie 200zł na dodatki dekoracyjne. Jeśli jesteście ciekawi, czy udało nam się zmieścić w tym budżecie, poniżej podsumowanie!

Metamorfoza balkonu od zera - prace budowlane do 500 zł

Prace na balkonie rozpoczął mój facet od stoczenia absolutnego boju z dziurami, krzywiznami i nienadającymi się jeszcze do remontu powierzchniami. Barierka została oszlifowana z grubsza papierem ściernym i potraktowana farbą Hammerite prosto na rdzę w kolorze czarny mat. Niestety nie wystarczyła nam na nią jedna puszka - farba okazała się naprawdę gęsta i przy zużyciu jednej puszki krycie było może 50%, co było dalekie moim wyobrażeniom o idealnie czarnej barierce:D Sama farba na barierkę pochłonęła więc 70 zł.

Betonową podłogę wymiotłam i odkurzyłam najlepiej, jak tylko potrafiłam, w celu usunięcia zanieczyszczeń. Ściany i sufit razem z betonem na podłożu zostały potraktowane obficie uni-gruntem (30 zł). Potem przeskoczyliśmy do najgorszego - położenia płytek. Okazało się, że nasz beton jest tak nierówny, jakby ktoś wylał go zupełnie przypadkowo:D Mój facet wyrównał wszystko klejem najlepiej jak potrafił i jestem mega zadowolona z efektu końcowego - dał z siebie 200% w tej nierównej walce i płytki prezentują się dziś mega:) Udało nam się kupić je w przepięknym wzorze szarego drewna za ok. 23 zł/m2 (w sumie kosztowały nas 220 zł), do tego wzięliśmy szarą fugę (18 zł).

Wszystkie dziury w ścianach zostały zaklejone najtańszym sposobem - klejem do płytek (80 zł za 2 op.), który pozostał po ich położeniu. Gdy klej wysechł, wszystkie powierzchnie zostały na gładko wyszlifowane papierem ściernym, by nie odróżniały się od reszty ścian. Następnie pomalowaliśmy ściany i sufit (na 4 ręce:D). Biała farba na sufit została nam od poprzedniego remontu w mieszkaniu, natomiast szarą farbę na ściany kupiliśmy rok wcześniej, więc nie pamiętam jej dokładnej ceny. Ogólnie zużyliśmy jej niecałe 2 litry, więc jeśli kupicie zwykłego, dobrego Luxensa 2,5 l (ok. 50 zł) w Leroy Merlin to powinno w zupełności Wam wystarczyć.

Metamorfoza balkonu w bloku - meble do 200 zł

Pod względem wykończenia balkon prezentował się już cudnie, rozpierała mnie duma na sam widok tego cudu, którego dokonał mój facet <3 Pozostało już tylko wnosić meble - te udało nam się kupić rok wcześniej na promocji w Carrefourze za łącznie 200zł i to był deal życia, zważywszy na to, że krzesła są regulowane, można sobie też na nich poleżeć, co uwielbiam. :) Polecam takie wyprzedaże na koniec lata w supermarketach - w tym roku widziałam identyczne krzesła w Bricomarche, za cenę dwukrotnie wyższą, a nie różniły się dosłownie niczym (nawet plastikowe wykończenia nóżek miały te same), dlatego moim zdaniem nie ma sensu kupować mebli na balkon na początku sezonu ogrodowo-balkonowego.

Jak tanio urządzić balkon w bloku? Dodatki do 200 zł

To była zdecydowanie najbardziej przyjemna dla mnie część tej metamorfozy balkonu. Uwielbiam dekorować wnętrza (i zewnętrza:D), a zakup i przygotowywanie tych dodatków to była czysta przyjemność.

1. Dekoracja parapetu
Parapet jest niestety zbyt wąski, by postawić na nim doniczki z kwiatami, dlatego wylądowały na nim świeczniki z domu (zakupiłam je kiedyś w Pepco za grosze, na pewno każdy znajdzie coś podobnego w swoim domu:)). Dodatkowo położyłam na nim łańcuch dekoracyjnych, kolorowych lampek na baterie, kupiony okazyjnie za 5 zł - dzięki niemu parapet przestał wyglądać pusto.

2. Aranżacja mebli
Niestety nie znalazłam żadnych poduszek na leżaki, które odpowiadałyby moim wymaganiom kolorystycznym i wizualnym - zwyczajnie nie podobają mi się te tradycyjne, ogrodowe, w kratę, które serwują nam co roku Jysk i inne sklepy, a w Leroy Merlin stanowczo nie odpowiadały mi te raziste kolory w ofercie ich gładkich poduszek bez wzorów. Postanowiłam więc położyć na krzesłach zwykłe ozdobne poduszki z Pepco (25 zł za szt.) w kolorze miętowym, pasującym do koloru lampek na parapecie. Na stoliku wylądowała okrągła podkładka w pasującym kolorze (5 zł). Dodatkowo upolowałam w Pepco przepiękne, szare podkładki pod napoje w drewnianym opakowaniu (7 zł) oraz piękny stojak-domek (10 zł) na doniczkę z kwiatkiem (której koszt wliczę razem z innymi kwiatami w kolejnym punkcie). Do kompletu trafiła mi się też wtedy przepiękna taca w miętowym kolorze (20 zł) - idealna do noszenia zimnych drinków czy kubków z kawą:D


3. DIY - kwietnik ze skrzynek
Jeśli macie jakąś rodzinę mieszkającą na wsi, zapytajcie koniecznie, czy nie mają starych skrzynek, których chcieliby się pozbyć - to absolutny, balkonowy hit! Odnowiłam je w bardzo prosty sposób. Poprosiłam faceta o przejechanie ich papierem ściernym, następnie pomalowałam zwykłą białą emalią akrylową Dekoral. Puszka 0,5 l takiej farby kosztuje ok. 22 zł, ale ja otrzymałam pół takiej puszki od taty w prezencie - została mu po ostatnich pracach w domu. 0,25 l w zupełności wystarczyło na pomalowanie z zewnątrz dwóch takich skrzynek. Pozostało już tylko ustawić na kwietniku kwiaty - tu nie miałam absolutnie nic i każdą doniczkę, każdego kwiatka (poza miętą, w białych doniczkach) musiałam kupić. Za wszystkie kwiaty i doniczki na balkonie (razem z ziemią ogrodową) zapłaciłam w sumie 57 zł (Bricomarche). Żeby nie było tak pusto, na skrzynkach wylądowały też kolejne lampki (Pepco, 30 zł) w kolorze białym oraz biała latarenka (Pepco, 20 zł). Drewniany lampion na świecę (ze sznurem do ewentualnego powieszenia) dostałam od mamy na urodziny.

Kosztorys metamorfozy balkonu - podsumowanie wszystkich wydatków

Materiały budowlane (całość kupiona w Bricomarche):
  • uni-grunt - 30 zł
  • farba na barierkę Hammerite, szt. 2 - 70 zł
  • fuga - 18 zł
  • klej do płytek, 2 op. - 80 zł
  • płytki - 220 zł
  • farba na ściany - ok. 50 zł
RAZEM: 468 zł

Wyposażenie balkonu i dekoracje:
  • meble: krzesła, stolik (Carrefour) - 200 zł
  • kolorowe lampki na parapet - 5 zł
  • poduszki (Pepco) - 50 zł 
  • miętowa okrągła podkładka na stolik (Pepco) - 5 zł
  • podkładki pod napoje (Pepco) - 7 zł
  • domek na doniczkę (Pepco) - 10 zł
  • taca do napojów (Pepco) - 20 zł
  • kwiaty, doniczki, ziemia ogrodowa (Bricomarche) - 57 zł
  • białe lampki (Pepco) - 30 zł
  • latarenka  (Pepco) - 20 zł
RAZEM: 404 zł

Całkowity koszt metamorfozy balkonu od zera: 872 zł 

Metamorfoza balkonu od zera do 900 zł - Ty też możesz ją mieć!

Osobiście jestem zachwycona, zarówno efektem końcowym, jak i tym, że udało nam się zmieścić w tak mocno ograniczonym budżecie. Muszę przyznać, że spędzanie czasu na balkonie sprawia mi ogromną przyjemność - zupełnie inaczej mija czas spędzany przed komputerem, gdy możemy oddychać świeżym powietrzem, a i cera sporo na tym zyska, gdy wreszcie się dotleni:D Pochodzę z małej miejscowości, więc właśnie tego brakuje mi w dużym mieście najbardziej. Uważam, że balkon w bloku to fantastyczna przestrzeń, która może choć trochę rekompensować brak ogrodu (ja odczuwam ten brak na co dzień bardzo) i dlatego warto ją wykorzystać! Szczególnie, że nie kosztuje to wcale tak wiele.

Jak Wam się podoba ta metamorfoza? Czy korzystacie ze swoich balkonów, spędzacie na nich czas, relaksując się lub pracując, czy raczej ich wygląd skutecznie Was odstrasza? Czy brakuje Wam w bloku domowego ogródka i kontaktu z przyrodą? A może niepotrzebny Wam balkon i w ogóle nie zauważacie, że go w mieszkaniu macie?
4 września zaczynam urlop - spędzę tydzień w słonecznej (mam nadzieję:D) Chorwacji! Przed Chorwacją pojawi się jeszcze ode mnie post z plannerami i tapetami na wrzesień, a podczas mojej tygodniowej nieobecności zaopiekuje się tu Wami Indium ❤ Być może uda mi się jeszcze przygotować jakiś outfitowy post, który pojawi się przed moim powrotem 11 września - być może, bo przygotowania do wyjazdu są bardzo absorbujące... Nie martwcie się jednak, pomysłów na najbliższe posty mam ze 20, nie będziecie się tu we wrześniu nudzić na pewno! :D
Tov