poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Letnia sukienka z odkrytymi ramionami - jedna z piękniejszych w mojej szafie!


Znacie to uczucie, gdy patrzycie na jakiś ciuch i już wiecie, że to jest coś, bez czego absolutnie nie przeżyjecie? Większość ubrań, które mam, podoba mi się bardzo, ale ciuch, który do mnie krzyczy, zdarza się raz na kilka miesięcy. Gdy spojrzałam na tą sukienkę, zobaczyłam od razu swój wrześniowy urlop w Chorwacji, widziałam w niej siebie, jak przemierzam nowy kraj, czułam lato i relaks tak bardzo, że nie mogłam jej nie kupić! I nieważne, że gdy ją kupiłam, był marzec, a do września pół roku. Dzisiaj do urlopu zostały już tylko 3 tygodnie, najwyższa pora kompletować ostatecznie garderobę wyjazdową, dlatego sukienka wreszcie opuściła szafę i ujrzała światło dzienne:) I wiecie co? Moje przeczucie sprzed pół roku nie zmyliło mnie!


Przyznam szczerze, że przed tą sesją miałam mnóstwo obaw. Bardzo długo debatowałyśmy z siostrą nad tym, czy ubrania i stylizacje pokazywać jedynie jako haul, czy tworzyć całe sesje... Poza tym nigdy nie pchałam się przed obiektyw, a i urodę mam dość przeciętną, więc nie ciągnęło mnie do tego. Do naszych rozterek dochodziły inne problemy: brak sprzętu, ale też brak fotografa - nie mamy nikogo, kto interesuje się fotografią i nałogowo cyka zdjęcia lustrzanką, same nawet nie potrafiłybyśmy robić lustrzanką zdjęć:D Za jakość tej sesji odpowiada mój facet, a wszystkie zdjęcia ustrzelił moim telefonem (Galaxy S8). To jego fotograficzny debiut i myślę, że stanął na wysokości zadania, gdyż nie wyobrażam sobie pokazywać Wam tej kiecki na wieszaku! :O To kompletnie odebrałoby jej urok. Ten jedyny argument przekonał mnie do tego, aby jednak wyjść ze swojej strefy komfortu i pokazać Wam, jak leży na żywo.


Wracając do tematu letniej sukienki: gdy ją ubrałam, czułam się świetnie i jeszcze bardziej nie mogłam się doczekać Chorwacji! Idealna letnia sukienka na wakacje! Oby pogoda dopisała, bo absolutnie nie wyobrażam sobie, żebym nie mogła jej tam założyć:D Co prawda jadę tam już na początku miesiąca (04.09.), więc pogoda w Dalmacji powinna być jeszcze sierpniowa, ale sądząc po ostatnich zmianach klimatycznych (ostatnim razem takie lato w Polsce mieliśmy chyba z 10 lat temu! :O) mocno się obawiam, jak to będzie. Nie tracę jednak nadziei, bo tę sukienkę założyć tam muszę, choć raz!


Sukienka ma dość prosty krój, więc najlepiej pasowały mi do niej wysokie sandały na słupku, żeby maksymalnie wydłużyć sylwetkę. Z płaskimi butami również prezentuje się fajnie, ale w mojej ocenie nie aż tak dobrze jak z obcasami:) Nawiasem mówiąc - jestem fanką sandałów na słupku! No nie dość, że mega wygodne, to jeszcze robią niesamowite wrażenie! Te akurat kupiłam w sklepie Brilu (i to jeszcze na ich aukcji na Allegro, było taniej:D) i mogę śmiało polecić Wam ten sklep, odwiedzam go równie często jak popularny Renee, bo po prostu mają fajne buty:D Jeżeli chodzi o stylizacje letnie, to choć uwielbiam czarne sandały na słupku, do takich sukienek lepiej sprawdzają się beżowe. Moim zdaniem nie odciągają tak mocno uwagi od serca stylizacji, w tym przypadku dobrej kiecki:)


Czarna torebka to mój nabytek z CCC od Jenny Fairy. Mam ją już kilka miesięcy i jestem bardzo zadowolona, w krótkim czasie stała się tą najczęściej noszoną przeze mnie. Kosztowała 89zł, ale po tym czasie jej użytkowania stwierdzam, że to była bardzo dobra inwestycja, bo z torebką naprawdę nic się nie dzieje i wciąż wygląda super:) Z czarnym zegarkiem tworzy fajny zestaw. Zegarek i kolczyki nabyłam po najmniejszej linii oporu - Aliexpress:D Pewnie byłoby inaczej, gdyby w sieciówkach za równie chiński zegarek (np. w New Yorkerze) nie kazali sobie płacić milionów albo gdyby mieli (np. w C&A czy H&M) równie oryginalne kolczyki (takich jeszcze nigdzie nie spotkałam:D).


Na sukienkę trafiłam w dość przypadkowy sposób. Pewnego dnia wyświetliła mi się... w reklamie sklepu internetowego na Facebooku! Sklep nazywał się iFRIKO i nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Obecnie znajdziecie o nim 4 opinie w Google i sporo opinii na Facebooku, ale pół roku temu w zasadzie nie można się o nim było dowiedzieć zbyt wiele, więc zwyczajnie zaryzykowałam. Odwiedziłam sklep i... sukienki wyprzedane! W panice napisałam do sklepu, czy będzie jeszcze dostawa, niestety poinformowano mnie, że nie. Byłam w czarnej otchłani rozpaczy:D Nadzieja umiera jednak ostatnia - 6 godzin później odwiedziłam sklep z zamiarem powzdychania do tej sukienki i jej status zmienił się! Jak się potem okazało, wskoczyła do sprzedaży jedna sztuka, z której klient zrezygnował, a którą ja zakupiłam od razu!



Sklep sam w sobie sprzedaje dużo ubrań włoskich (na metce jest "Made in Italy":D), więc po włoskiej sukience spodziewałam się jakości lepszej niż z Aliexpress, tym bardziej, że ta kosztowała 69 zł. Nie zawiodłam się - jest wykonana z porządnego, solidnego materiału, nie prześwituje, jest super wykończona. Nie mam żadnych zastrzeżeń i sklep mogę jak najbardziej polecić, ich zdjęcia oddają rzeczywisty wygląd ubrań (tutaj uwaga na drugi sklep tego sprzedawcy 4FRIKO - tu zdjęcia mają trochę bardziej zmienione kolory, sprzedawali czasem dokładnie te same ciuchy w obu sklepach i na iFRIKO zdecydowanie widziałam bardziej rzeczywiste fotki). Czaiłam się też na ich włoskie koszule, które ostatecznie udało mi się dostać w butiku w moim mieście, a który chyba ściągnął dostawę z tego samego źródła i tutaj jakość również mnie nie zawiodła. Podoba mi się też to, że bez względu na wartość zamówienia płaci się tylko za towar, przesyłka jest zawsze darmowa. Z pewnością jeszcze będę u nich zamawiać, bo od czasu do czasu trafiają się tam prawdziwe perełki! :D


Jak Wam się podoba ta sukienka? Widziałybyście się w takiej stylizacji na wakacjach czy totalnie nie czułybyście się w czymś takim? Może macie jakieś sprawdzone sklepy z ciekawymi ubraniami czy butami dla takiej zakupoholiczki jak ja?:D Koniecznie polećcie mi kilka, może zdążę jeszcze coś kupić przed Chorwacją! :)
Tov

wtorek, 7 sierpnia 2018

Ulubieńcy lipca - co warto przetestować, co obejrzeć i czego posłuchać


Cześć!:)
Jak tam u Was? Czy Wam również wydaje się, że lipiec minął wyjątkowo szybko? Szczerze mówiąc troszkę mi się łezka w oku kręci, że 1/3 wakacji za mną, ale takie życie. Pocieszam się tym, że jeszcze w ogóle je mam (pozdrawiam Cię, Tov):D Jest natomiast jeden zasadniczy plus tego stanu rzeczy, a mianowicie czas na ulubieńców;) Jeżeli ciekawi was, jakie produkty, seriale, kanały na YT i muzykę polecam, czytajcie dalej;)

Ulubieńcy kosmetyczni

1. Wibo Lip Sensation (odcień nr 1)
Muszę Wam się przyznać, że jest to jedyny błyszczyk jaki posiadam (jestem zwolenniczką matowych pomadek). Wcześniej sięgałam po tego typu produkty chodząc do podstawówki;) Jest ku temu bardzo ważny powód -- nie lubię uczucia klejących się ust. Co więcej, czy Was też to tak denerwuje, gdy przyklejają Wam się do nich włosy z każdym powiewem wiatru? Przyznam, że jest to niestety nieuniknione przy chyba każdym błyszczyku, ale co bardzo mi się spodobało w tym od Wibo to fakt, że nie jest on ani troszeczkę klejący. Nadaje ustom ładny, delikatny odcień zgaszonego różu, a ponadto pozostają one nawilżone. Sięgam po niego bardzo często, gdy nie mam czasu na pełny makijaż bądź gdy chcę, aby był on naturalny i delikatny. Myślę, że to bardzo fajny produkt w przystępnej cenie, który na pewno ponownie zakupię;) 
Dla zainteresowanych - cena regularna w Rossmannie wynosi 11,99 zł, do 9 sierpnia na promocji za 9,59:)

2. Mixa Hyalurogel Bogaty, Krem intensywnie nawilżający, skóra wrażliwa i odwodniona 
Tak, wiem, że producent opisuje ten krem jako produkt dla skóry bardzo suchej, a moja cera jest jednak bardziej mieszana. Nie oznacza to jednak, że nie zauważyłam pojawiających się suchych skórek, szczególnie po nałożeniu podkładu. Używanie tego kremu pozwoliło mi na wyeliminowanie tego problemu. Zdecydowanie bardzo dobrze nawilża:). Nie bez powodu producent nazywa go “bogatym” - jest to krem dość...powiedzmy, że treściwy (na szczęście nie tak gęsty jak np. zwykły krem Nivea:D). Czasami nakładam go razem z żelem aloesowym, dzięki temu ma jeszcze lżejszą konsystencję. Obecnie jednak stosuję ten krem tylko na noc, w dzień testuję niedawno nabyty krem Neutrogeny Hydro Boost, którego recenzję postaram się dla was niedługo zamieścić:) Nie mniej jednak produkt uważam za wyjątkowo udany i będę dalej kupować, szczególnie na zimę:D 
Dostępny w Rossmannie za 26,49 zł, do 9.08 dorwiecie go na promocji za 19,29;D


3. L`Oreal Paris, False Lash, Superstar X Fiber
Ten tusz po prostu kocham i na pewno kupię ponownie! Maskara ma dwie szczoteczki - jedna do nałożenia tuszu pogrubiającego, a druga do tuszu wydłużającego i podkręcającego, zawierającego włókna. Jeżeli użyjecie ich obu, otrzymacie świetny efekt na rzęsach:) Są wtedy naprawdę dłuższe, pogrubione, podkręcone - po prostu cudo! Cena w drogeriach nie powala, jak dla mnie jest kosmiczna, na szczęście w drogeriach internetowych można dostać go o wiele taniej. Od jakiegoś czasu pojawiła się także wersja wodoodporna, którą również posiadam, ta zwykła jednak jest dla mnie nieodłącznym elementem każdego makijażu, między innymi dlatego, że łatwiej się zmywa;) Generalnie tusz bardzo polecam, ostrzegam jednak, iż czasami malutkie włókno potrafi wpaść do oka i wtedy nie jest już tak wesoło;) Zdarza się to jednak rzadko:)
W Rossmannie za 69,99zł (obecnie na promocji za 54,99), przykładowo na Cocolita.pl za 31,90 zł).

Ulubieńcy lifestyle'owi

1. Maska do spania
Taki mały gadżet, który uważałam zawsze za zbędny. Przyszły jednak upały i obowiązkowe otwieranie okien na noc, co skutkowało wpadaniem większej ilości światła o poranku. W efekcie potrafiłam budzić się rano nawet przed 6:00, chociaż mogłam spokojnie pospać jeszcze z 2-3 godziny. Problem ten zniknął odkąd zakładam tę maskę. Jeśli zastanawiacie się czy dałybyście radę zasnąć z czymś na oczach, odpowiedź brzmi: tak. Polecam jednak rozejrzeć się za maską, która ma “wgłębienia” w miejscu waszych oczu (tak byście mogły je nawet otworzyć). Dzięki temu prawie jej nie odczuwam i nie mam żadnych problemów z zasypianiem. 
Ceny ani miejsca zakupu nie podam, gdyż był to prezent (zdradzę jednak, iż Tov posiada tę wiedzę tajemną;p).



2. Serial “Gilmore Girls” (“Kochane kłopoty”)
Źródło: IMDb.com
Po roku (w tym po intensywnym lipcowym maratonie) obejrzałam wszystkie odcinki i...najchętniej oglądałabym od nowa. Serial, mówiąc krótko, opowiada o życiu Lorelai, która samotnie wychowuje swoją córkę również o imieniu Lorelai (funkcjonuje jednak jako “Rory”;D). Jeżeli nie znacie “Gilmore Girls”, a szukacie czegoś, co możecie sobie włączyć w tle podczas prasowania, mycia okien, sprzątania lub po prostu aby się zrelaksować i nie myśleć za bardzo nad skomplikowaną fabułą - jest to serial dla Was:) Miła obyczajówka, do której jednak łatwo jest się przywiązać. Obecnie poszukuję czegoś podobnego, jak znajdę, zapewne dam znać w kolejnych ulubieńcach;)

3. Serial “Sherlock”
Źródło: IMDb.com
Co jest w tych bohaterach, którzy sprawiają wrażenie takich totalnie “bez uczuć”, a jednak się ich uwielbia? Co tu dużo mówić, lipiec był dla mnie również sherlockowym maratonem (musiałam jakoś wypełnić pustkę po obejrzeniu wcześniej wspomnianego tytułu) i za każdym razem jestem pod wrażeniem. Ten serial jest naprawdę genialny - myślę, że współautorka tego bloga - Tov - na pewno się ze mną zgodzi;) Odcinków w każdym sezonie jest niewiele, ale każdy jest jak bardzo dobry film (również pod względem długości). Jeśli jeszcze nie oglądałyście, a cenicie sobie niezwykłą inteligencję, umiejętność dedukcji i brytyjski akcent - polubicie Sherlocka. Szczególnie biorąc pod uwagę, że sam serial osadzony jest we współczesnych realiach:) Jedyny minus? Po skończeniu sezonu zwykle troszkę trzeba się naczekać za następnym.

4. Kanały na YT: KuferekCzekolady i Nataliebeautyyy
Są tu jakieś fanki vlogów na YT?;) Osobiście przechodzę przez różne fazy, raz oglądam same filmy typu “get ready with me”, innym razem same haule, a obecnie uwielbiam oglądać fragmenty z życia innych ludzi i jest to całkowity przypadek, że polecam Wam kanały moich imienniczek;D Obie Natalie vlogują i nie tylko, oba kanały polecam (dodatkowo u Nataliebeautyyy znajdziecie cuuudne makijaże)! Filmiki idealne do porannej kawy:)

Ulubieńcy muzyczni

1. twenty one pilots “Jumpsuit” i “Nino And The Niners”

Z niecierpliwością czekałyśmy z siostrą na nowe piosenki i kolejną trasę, ale z dumą informujemy, iż bilety zostały zdobyte:D Każdy, kto kojarzy twenty one pilots, na pewno zna “Stressed Out”, a przecież nie tylko na tym utworze ich dorobek muzyczny się kończy:) TOP tradycyjnie nie zawodzi, te dwa single są jak zwykle oryginalne,ale nadal pozostają w ich charakterystycznym stylu, co bardzo mnie cieszy. Jeśli szukacie czegoś nowego, innego, warto przesłuchać.

2. gnash ft. olivia o'brien “i hate u, i love u” 

Przyznaję się bez bicia, czasami lubię posłuchać czegoś wolniejszego, spokojniejszego, takiej muzyki, która może sobie lecieć w tle, kiedy czytam książkę czy jestem w podróży. Tego artysty nie znam, utwór znalazłam gdzieś w proponowanych na YouTube, ale bardzo mi się spodobał. Zdecydowanie dla fanów spokojnych klimatów.

3. Dawid Podsiadło “Małomiasteczkowy”

Czasami mam wrażenie, że z Dawidem Podsiadło to jest trochę tak, że albo się go kocha, albo nienawidzi. W każdym razie zauważyłam takie zjawisko wśród moich znajomych. Ja osobiście raczej zaliczam się do tej pierwszej grupy i chociaż bardzo podobało mi się jak grał z zespołem Curly Heads, sam również daje radę:) Utwór do posłuchania po wcześniejszym, żeby dodać sobie energii i poprawić nastrój:)

W ten oto sposób dobrnęliśmy do końca moich ulubieńców. Dajcie znać, co Wam się sprawdziło w lipcu! Odkryłyście jakiś cudownie działający produkt? Udało wam się znaleźć wciągający serial lub nieznanego ale utalentowanego artystę?:) A może znacie któregoś z moich ulubieńców i również przypadł wam do gustu? Czekam na wasze odpowiedzi w komentarzach:) 

Indium

czwartek, 2 sierpnia 2018

Tapety i planner na sierpień - o planowaniu słów kilka, moje cele i wyzwania


Pół roku za nami, zaczynamy sierpień! Czy pamiętasz jeszcze, jak brzmiały Twoje postanowienia noworoczne? Realizujesz je czy już dawno o nich zapomniałaś? Sierpień to fantastyczny czas do przemyśleń, gdyż jeszcze nie wszystko stracone! Przed nami kolejne pół roku, które może zmienić absolutnie WSZYSTKO! Jeśli jeszcze nie planujesz swojego czasu, zapewne myślisz, że tego nie potrzebujesz. Zapewniam Cię, że jeśli prowadzisz swoją stronę/bloga, chcesz coś robić dobrego poza swoją pracą, chcesz się rozwijać i osiągać swoją cele - prędzej czy później planowanie Cię dosięgnie i nie będziesz potrafiła bez niego żyć! Przedstawię to na swoim przykładzie, więc dziś kilka słów o organizacji. Jest to też pierwszy post z tych typowo graficznych: z tapetami na komputer, telefon i plannerem na nowy miesiąc.

Początki mojego planowania

Planowanie każdego miesiąca towarzyszy mi od ponad roku. Stało się tak dlatego, że wiecznie brakowało mi czasu, a rzeczy, którymi kocham się zajmować, jest zbyt wiele, by starczyło mi życia na nie wszystkie. Mówi się, że doba każdego człowieka ma 24 godziny, a to, co udaje się w ciągu dnia osiągnąć jednym, a nie udaje drugim, jest kwestią wyłącznie dobrej lub nie organizacji. Uznałam więc, że coś jest z moją organizacją nie tak, jak być powinno. Na szczęście trafiłam w tamtym okresie na fantastyczny wpis Aliny Szklarskiej z Design Your Life o tym, jak mieć czas na wszystko i czy to w ogóle możliwe, który wyprowadził mnie z tego błędnego myślenia. Jednocześnie przestałam się zadręczać, że to coś ze mną jest nie tak, że nie umiem, nie potrafię, nie jestem wystarczająco dobra, tylko dokonałam świadomego wyboru. Odstawiłam kolorowanie antystresowe (potrafiłam kolorować kilka godzin bez przerwy!), zrezygnowałam z gier komputerowych i ograniczyłam oglądanie seriali, przestałam tworzyć albumy i zajmować się scrapbookingiem. Nadszedł ten moment, że nie chciałam już rezygnować z niczego więcej: treningi, grafika, zdrowe odżywianie, blog to coś, co chciałam upchnąć do swojego życia na stałe, codziennie po odpracowaniu 8 godzin na etacie chciałam to mieć. Trzeba było więc wypracować sobie jakiś system, który pomoże w prowadzeniu kilku projektów jednocześnie.

Moja organizacja dzisiaj

Co udało mi się osiągnąć przez ostatni rok z zakresie planowania czasu i organizacji? Każdy miesiąc, każdy tydzień rozpisuję pod względem tego, co chcę osiągnąć, co jest moim priorytetem. Pomaga mi to nie tylko nie zapominać o żadnym z wielu obszarów mojego życia (np. nie zaniedbuję regularnej aktywności fizycznej kosztem bloga czy bloga kosztem tworzenia grafiki itd.), ale też monitorować, w jakim kierunku zmierzam, co działa, a co trzeba poprawić, dzięki czemu osiągam więcej w krótszym czasie, marnuję w ciągu dnia mniej cennych minut i przede wszystkim: WRESZCIE 3 godziny po powrocie z pracy wystarczą, by zrobić spory krok naprzód w kierunku moich celów. Też tak macie, że wydaje Wam się, iż mając godzinę nie ma sensu czegoś zaczynać, skoro i tak się nie skończy? Dzięki planowaniu wykorzystuję każdy nawet najmniejszy blok czasowy i nie muszę już z niczego więcej rezygnować. Czy udaje mi się wszystko wykonać? Oczywiście, że nie! :) Nie mam jednak do siebie pretensji o rzeczy, których nie potrafię przewidzieć, ważne jest to, że idę do przodu.

Planowanie czasu i prowadzenie bloga - czy powinnaś planować?

Wierz mi lub nie, ale bez względu na to, jak szybko rozwija się Twoja strona, prędzej czy później zaczniesz się zbliżać do tego magicznego progu wytrzymałości czasowej - w odpowiadaniu na maile, w byciu cały czas na social media, w nadążaniu za wszystkim, w tworzeniu nowych zdjęć do recenzji, nawiązywaniu nowych współprac z firmami... Nie odkładaj planowania na ostatnią chwilę, kiedy dojdziesz w swoim życiu do tego momentu, do którego doszłam ja, że nie będziesz wiedziała, w co ręce włożyć najpierw! Im szybciej zaczniesz się organizować, tym prędzej zaczniesz dostrzegać wyraźne korzyści, będziesz mieć więcej czasu dla siebie i przede wszystkim - będziesz bardziej wypoczęta! Jeśli nigdy nie planowałaś swojego czasu, początek będzie trudny, jak zawsze. Nagroda jednak będzie mega satysfakcjonująca, obiecuję!

Moje cele na sierpień

W tym miesiącu, oprócz kontynuacji treningów 4-5 razy w tygodniu i zdrowego odżywiania, chcę się skupić na czterech najistotniejszych rzeczach:
  • tworzenie szablonów na bloggera - jeden jest już w trakcie przygotowywania, jeśli się uda, to jest szansa, że pojawią się w tym miesiącu dwa,
  • pisanie na blogu - tutaj z pewnością pojawi się kilka wpisów modowych (moja szafa ostatnio bardzo urosła:D), 
  • jeśli spodobają się Wam dzisiejsze tapety, być może przygotuję ich w tym miesiącu więcej:)
  • nauka angielskiego - we wrześniu jadę na urlop do Chorwacji i wypadałoby sobie odświeżyć to i owo.



TAPETY NA TELEFON

 
 

PLANNER NA SIERPIEŃ


Czy też rozpiera Was radość na początku każdego miesiąca? Planujecie swój czas? Stawiacie sobie cele, wyzwania? Dla mnie pierwszy dzień nowego miesiąca to dawka mega pozytywnej energii, czas przemyśleń, podsumowań, analizy błędów i wreszcie czas nadziei - na to, że kolejny miesiąc będzie jeszcze lepszy i osiągnę więcej z tego, co zaplanowałam. Mam na to kilka sprawdzonych sposobów, którymi chętnie się podzielę (mogłaby powstać z tego cała seria postów!). Dajcie koniecznie znać, czy ten temat Was interesuje i czy chciałybyście osiągać w życiu więcej.

Tov

niedziela, 29 lipca 2018

Garnier Fructis - odżywcza maska Banana Hair Food - czy naprawdę tak dobrze działa?

Garnier Fructis odżywcza maska Banana Hair Food

Witajcie! Na wstępie krótkie pytanko, jak sobie radzicie z tymi szalonymi upałami? Kochacie taką pogodę czy wręcz (tak jak ja) macie jedynie ochotę położyć się z opakowaniem ulubionego sorbetu? Pomimo, iż z ogromną chęcią spędziłabym tak dzisiejszy dzień, przychodzę do Was z recenzją Odżywczej maski Banana Hair Food od Garnier Fructis.

Maskę kupiłam w drogerii Hebe, wcześniej słysząc, jak pewna pracująca tam Pani polecała ją klientce. Oczywiście, ciekawa nowości, momentalnie rzuciłam się w czeluści Internetu szukając informacji na jej temat i wpisując ją na listę rzeczy do przetestowania w najbliższej przyszłości. Szczęście mi dopisało, bowiem niedługo potem dorwałam ją na promocji. 

Dla zwolenniczek Rossmanna - tam również znajdziecie tę maskę. Jej cena regularna wynosi 24,99zł, ale jeśli się pospieszycie to do jutra włącznie możecie ją upolować za 17,99zł (o ile jesteście zapisane do Klubu Rossmann).

Garnier Fructis Banana Hair Food - opakowanie maski

Maska zamknięta jest tradycyjnie w plastikowym, zakręcanym opakowaniu o pojemności 390ml  i ciekawej kolorystyce momentalnie kojarzącej się z bananami:) Z informacji zawartych na etykiecie możemy dowiedzieć się, iż jest to produkt o wegańskiej formule, zawierający 98% składników pochodzenia naturalnego i posiadający 3 różne zastosowania, o których możecie poczytać w dalszej części postu.

Garnier Fructis odżywcza maska Banana Hair Food

Garnier Fructis Banana Hair Food - zapach i konsystencja

Jeżeli nie lubicie typowego, mdłego, “chemicznego” zapachu banana, jakim raczą nas producenci różnych słodyczy o takim właśnie smaku, nie musicie się go obawiać przed zakupem tej maski. Pachnie ona bowiem bardzo orzeźwiająco. Oczywiście jest to nadal zapach bananowy, ale nie jest w żadnym stopniu mdły czy nieprzyjemny. Nie bez powodu na opakowaniu zawarto ostrzeżenie “Nie połykać”;) Co więcej, po wyschnięciu włosów jest on nadal delikatnie wyczuwalny. 

Na plus mogę również ocenić jej konsystencję. Powiem Wam szczerze, że w zasadzie jeszcze nigdy nie natrafiłam na bardzo rzadką maskę, której aplikacja sprawiałaby mi trudności. Jeżeli jednak obawiacie się tego i zależy wam na dość gęstej masce, która nie będzie spływać z włosów po aplikacji, ale nie będzie też ciężka do nałożenia, Banana Hair Food poradzi sobie bardzo dobrze. Dla porównania, jeśli kojarzycie konsystencję multiwitaminowej maski Kallosa - tutaj jest podobnie, choć mam wrażenie, iż maska od Garniera jest nieco bardziej gęsta.

Stosowanie maski Garnier Fructis Banana Hair Food

Producent zamieścił niewielką informację, iż produkt można stosować na 3 różne sposoby. Sam ten fakt oceniam na plus, po raz pierwszy spotkałam się z możliwością stosowania na suchych włosach, a takie jest bowiem jedno z trzech jej zastosowań. Oprócz tego możecie używać jej w roli odżywki bądź oczywiście maski. W ostatnim przypadku producent zaleca spłukanie jej po 3 minutach, co osobiście praktykuję w momencie, gdy nie mam czasu na pozostawienie jej na włosach dłużej (minimalnie 30min).

Garnier Fructis odżywcza maska Banana Hair Food

Działanie maski Garnier Fructis Banana Hair Food - moje efekty stosowania

Kojarzycie to uczucie, gdy spłukujecie produkt z włosów, są one wtedy takie gładkie i miłe w dotyku, a Wy momentalnie czujecie satysfakcję, bo wiecie, że Wasze włosy zostały odżywione? Mam wrażenie, że przy Banana Hair Food ten aspekt był nieco mniej dostrzegalny. Oczywiście włosy nadal były gładsze niż bez użycia maski, ale nie był to ten sam efekt, co przy zastosowaniu innych masek, między innymi wspomnianego wcześniej Kallosa. 
Pozwoliłam włosom wyschnąć naturalnie i powiem Wam szczerze, że nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego nawilżenia. Włosy są na pewno bardziej miękkie i przyjemniejsze w dotyku, ale nadal pozostaje to wrażenie, iż są suche na końcach, które dodatkowo trochę się puszą. Biorąc pod uwagę, iż jest to maska przeznaczona specjalnie dla włosów bardzo suchych, ten aspekt troszeczkę mnie zawiódł. 
Bardziej natomiast spodobało mi się jej działanie przy zastosowaniu jako pielęgnację bez spłukiwania. Po nałożeniu stosunkowo niewielkiej ilości odniosłam wrażenie, iż dopiero wtedy włosy były bardziej nawilżone i nieco wygładzone oraz oczywiście towarzyszył im intensywniejszy zapach kosmetyku:)

Garnier Fructis odżywcza maska Banana Hair Food

Podsumowanie

Jeżeli lubicie testować nowe produkty, to polecam kupić na promocji choćby ze względu na skład bądź 3 możliwości zastosowania, ponieważ nawet jeśli nie sprawdzi Wam w roli maski, to możecie spróbować nakładać ją na suche włosy i w ten sposób wykorzystać (co w takim przypadku czyni ten kosmetyk niezwykle wydajnym). Pamiętajcie, że każda z nas ma inne włosy i to, co u mnie nie do końca sprawdza się tak, jakbym chciała, u Was może mieć bardzo dobre działanie. Osobiście nadal będę szukać idealnej maski, która poradzi sobie z nawilżeniem moich włosów, a tę będę najprawdopodobniej używać głównie w roli pielęgnacji bez spłukiwania

Miałyście już okazję zapoznać się z działaniem Banana Hair Food? Koniecznie dajcie znać, jak sprawdziła się u was! Jeśli jednak nadal jest to dla was nowość - z chęcią dowiem się, czy planujecie ją przetestować:)

sobota, 28 lipca 2018

Gum+ preparat ochronny do zabezpieczania skórek - dlaczego nie chcesz go w swojej kosmetyczce?


W przerwie między tworzeniem pierwszego szablonu na bloggera (blogspota), jaki chcę tu opublikować (tak, w sierpniu planuję opublikować pierwszy outfit na Wasze blogi - trzymajcie kciuki, aby tak się stało!), a chłodzeniem się (co jest z tym naszym klimatem?!) muszę koniecznie napisać o moim największym rozczarowaniu tego miesiąca, jakim jest preparat ochronny do skórek GUM+. Pokładałam w nim ogromne nadzieje, niestety ten konkretny zakup to chyba moja najgorsza życiowa inwestycja - już dawno nie czułam tak mocno, że dosłownie zmarnowałam pieniądze (choć wcale nie kosztował sporo).

Zapewne korzystając z Facebooka czy innych social media wiele razy widziałyście filmiki, na których pokazywany jest proces malowania i zdobienia paznokci, bez pozostawiania śladów na skórkach. Rozpoczynają się od malowania skórek czymś płynnym, by na samym końcu ściągnąć zaschnięte zabezpieczenie - szast, prast i piękne paznokcie gotowe, bez żmudnego doczyszczania skóry. Oczarowana jedną z takich pięknych obietnic, zaczęłam poszukiwać tego magicznego preparatu. W temacie paznokci jestem empirycznym samoukiem i Zosią Samosią, a ze względu na brak czasu cenię sobie ekspresowe rozwiązania. Z tego powodu wylądowałam od razu na Youtube, poszukując czegoś sprawdzonego i przetestowanego. GUM+ zaprezentowany był tam świetnie, więc od razu zakupiłam na Allegro, nie mogąc doczekać się przetestowania produktu u siebie. Tak zaczął się ten koszmar.

Gum+ preparat ochronny do skórek - obietnica producenta, opakowanie, konsystencja

Na opakowaniu poza niewielkim logiem nie ma żadnej informacji o producencie tego specyfiku, pozostaje więc zagadką, w jakim garażu produkowany jest ten produkt dla hurtowni kosmetycznej LaLill :) Jak widzimy na stronie sprzedażowej GUM+ obietnic jest bardzo wiele: 
  • szczelne pokrywanie skóry, 
  • skórki nienagannie czyste po malowaniu
  • oszczędność czasu (szybsze malowanie, gdyż nie trzeba uważać na skórki oraz brak żmudnego czyszczenia).

Brzmi cudownie, prawda? Za opakowanie 15ml tego preparatu na powyższej stronie zapłacimy 12,00 zł, ale na Allegro jak zwykle znajdziecie niższe ceny. Konsystencja nie jest zła - rozprowadza się dość dobrze, zmartwiła mnie jednak dwufazowość produktu. Bez względu na to, jak długo go wstrząśniemy i wymieszamy, po odkręceniu i wyciągnięciu pędzelka obserwujemy na nim smugi jednej i drugiej fazy. Wiecie, o jakich smugach mowa? Powstają np. w przypadku starych lakierów do paznokci, które jeszcze nie zgęstniały, za to wytrąciła się z nich jedna faza (wodna), która unosi się na powierzchni w buteleczce. Mój GUM+ jest dwufazowy na stałe, co ukazało się jeszcze mocniej po nałożeniu produktu.

Jak używać preparatu ochronnego do skórek GUM+?

Jeśli interesowałyście się kiedyś tematem takiej gumy lub lateksu do zabezpieczania skórek, to pewnie natknęłyście się na informację, że produkt należy bardzo równomiernie nałożyć. Zwróciłam więc na to szczególną uwagę, niestety nie było to takie proste - w trakcie nakładania odezwała się dwufazowość produktu. W jednym miejscu zabezpieczenie było białe, w drugim niemal przezroczyste. Ciężko było wówczas stwierdzić, czy ilość jest już wystarczająca. Na szczęście się nie spieszyłam, dałam sobie czas na spokojne przetestowanie GUM+, więc zwyczajnie dokładałam w miejscach bezbarwnych, aby mieć pewność, że przy odrywaniu zabezpieczenia zejdzie ono w całości. Po ok. 15 minutach guma była całkowicie zaschnięta i przystąpiłam do wykonywania mojego ombre. 

Efekty stosowania preparatu ochronnego do skórek GUM+

Ciesząc się pięknym efektem ombre na paznokciach, pozostało mi już tylko usunąć zabezpieczenie skórek. Użyłam pęsety, gdyż na skórze przy opuszce palca guma przylegała naprawdę mocno i szczelnie. Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że szczelności zabrakło w najistotniejszym miejscu, czyli przy paznokciu - tam, gdzie najtrudniejsze jest czyszczenie skórek! Nie wiem, jak to się mogło stać, gdyż pokrywałam gumą bardzo dokładnie całą skórę aż do paznokcia, mimo wszystko lakier dostał się do skórek bez problemu. :( To, że guma nie spełniła swojej roli, to jedno. Najgorsze jednak wciąż było przede mną. Guma zaczęła się rwać przy ściąganiu na strzępki (i to wcale nie w miejscu chwytu pęsetą), które z kolei bardzo łatwo przyczepiały się do pomalowanych paznokci... i zniszczyły całkowicie manicure! Byłam wściekła, bo na ombre poświęciłam naprawdę sporo czasu i liczyłam, że nawet jeśli GUM+ się nie sprawdzi, to będę miała chociaż zrobione paznokcie. Na moje nieszczęście zmarnowałam tylko czas, a to boli mnie bardziej niż zmarnowane pieniądze.

Zatem jaki preparat ochronny do skórek kupić?

Nie poddam się jednak, gdyż uwielbiam cieszyć się ładnymi paznokciami, niestety nie zawsze mogę ze względu na brak czasu, a zabezpieczanie skórek jest jednym z rozwiązań, które może mi pomóc malować je częściej. Poszukiwania więc trwają:D Na pewno skuszę się w najbliższym czasie na preparat od Born Pretty. Jeśli zadziała lepiej, zostaniecie o tym na pewno poinformowane:) Jeśli jednak zastanawiacie się nad kupnem GUM+, to szczerze odradzam Wam ten zakup, i nie chodzi już nawet o niespełnianie swej roli, ale o to, że po jego zastosowaniu przyjdzie Wam malować paznokcie od nowa.

A Ty? Może masz jakiś sprawdzony preparat do zabezpieczania skórek, który mogłabyś polecić? Jeśli tak, chętnie wypróbuję, więc podziel się tą informacją koniecznie! A jeśli też jesteś nieszczęśliwą posiadaczką GUM+, może znajdziemy razem sposób, do czego można by go wykorzystać? Wiecie, zero waste jest w modzie ;)

piątek, 18 maja 2018

Dobre słowo na początek


Witamy wszystkich, którzy tu zawędrowali! Dotarliście do naszych czeluści internetów, które kręcić się będą wokół tematów pięknych rzeczy (moda i uroda, grafika, dekoracja wnętrz) i chwil (hobby, podróże, fit życie). Od czasu do czasu dostarczymy Ci też piękna online - szablony na bloggera, motywacyjne grafiki, tapety to coś, co też tu spotkasz nie raz ;) W blogosferze dopiero raczkujemy, obiecujemy jednak, że dołożymy wszelkich starań, aby było tu coraz lepiej! Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zapraszamy do podstrony, gdzie dowiesz się więcej o celach tego bloga.